Monthly Archives: Październik 2012

Pismo z sądu? I co dalej? Cz. II

list polecony z sądu

Ostatnio zajmowałam się bardzo ważną – choć bagatelizowaną – tematyką, a mianowicie: „co począć z otrzymanym z sądu pismem?” Choć sprawa wydaje się bardzo łatwa, a wręcz błaha, wciąż spotykam wiele osób, które nie poświeciły jej wystarczająco uwagi, co doprowadziło nawet do przegrania (prostej z pozoru) sprawy sądowej.

Wróćmy więc jeszcze raz do konieczności dokładnego przeczytania pisma otrzymanego z sądu, czego – jak się okazuje – wiele osób nie robi. Pismo trzeba przeczytać i zrozumieć. Jeśli pisma nie rozumiemy, umawiamy się z prawnikiem, a jeśli pismo rozumiemy, ale i tak nie wiemy, co dalej z nim zrobić, to … też umawiamy się z prawnikiem. Proszę mi wierzyć ta inwestycja się zwróci.

Jeśli natomiast jesteśmy w stanie samodzielnie odpowiedzieć na przesłaną korespondencję (co też radzę skonsultować z prawnikiem), to zabierzmy się za to bez zbędnej zwłoki. Może się bowiem okazać, że odpowiedź będzie od nas wymagała zdobycia dodatkowych dokumentów, ustalenia adresów, sprawdzenia danych, odszukania świadków. W ostatni dzień przed terminem może to się okazać niemożliwe, szczególnie utrudnione lub bardzo kosztowne.

Przypominam również o wysłaniu odpowiedzi na pismo sądowe nie późnej niż w ostatni dzień wyliczonego terminu. Wysłanie pisma po czasie, gdy nie ma po temu naprawdę dobrego i w dodatku co najmniej uprawdopodobnionego powodu, skończy się zwrotem lub odrzuceniem naszego listu, co może nawet oznaczać przegranie sprawy.

Częstym pismem otrzymywanym przez strony lub uczestników postępowań jest wezwanie do usunięcia braków wcześniej złożonych pism procesowych. I tak, sąd może nas wezwać do uiszczenia opłaty sądowej, dosłania załączników, udzielenia konkretnych informacji, określenia wartości przedmiotu sporu lub podania dokładnych adresów. Żądanie takie należy bezwzględnie wykonać w zakreślonym terminie. Nawet jeśli wydaje nam się (a nawet gdy jesteśmy przekonani), że daną informację zawarliśmy w poprzedniej korespondencji, nie możemy jej pominąć w odpowiedzi na wezwanie – należy ją podać ponownie (można oczywiście wskazać jednocześnie, kiedy i jak informację przekazano sądowi wcześniej, ale i tak zalecam jej powtórzenie).

Podobnie jest w sytuacji, gdy to sądowi zapodziały się nasze dokumenty. Można wskazać, że zostały one już załączone do pisma z dnia takiego a takiego, lecz w związku z otrzymanym wezwaniem należy je przedłożyć ponownie, chociaż w kopiach (tak mówi doświadczenie).

Nie należy nigdy zakładać, że sąd sam sobie coś znajdzie lub się czegoś domyśli – tak bowiem nie będzie. W sprawach sądowych (na razie oprócz spraw karnych, choć i tutaj to raczej teoria) jesteśmy kowalem własnego losu i jeśli sami o siebie nie zadbamy, nikt inny tego nie zrobi.

Gdy nasze pismo jest już gotowe (napisane i własnoręcznie podpisane), a konieczne załączniki (dokumenty, wykazy, decyzje administracyjne, pokwitowania, umowy, itd.) są skompletowane, możemy przystąpić do wysyłania korespondencji. Należy przy tym pamiętać, że do koperty należy włożyć tyle egzemplarzy pisma i załączników, ile jest stron (uczestników) postępowania, plus koniecznie jeden dla sądu. Ponadto szykujemy jeszcze jeden identyczny pakiet dla siebie – to, co zostaje u nas, musi wyglądać dokładnie tak samo, jak to, co wysyłamy do sądu. Musi więc obejmować zarówno pismo, jak i wszystkie załączniki, najlepiej w tej samej kolejności. Ten dodatkowy egzemplarz zostawiamy sobie „na pamiątkę” i przypinamy do niego zszywaczem dowód nadania listu poleconego, którym wysłano pismo do sądu. Tylko w ten sposób będziemy mieli dowód, że list rzeczywiście wysłaliśmy i kiedy to zrobiliśmy.

Jeśli tak jak ja, uważasz, ze to ważne informacje, podziel się nimi ze swoimi znajomymi. Te małe kółeczka na dole są bardzo pomocne :)

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/23279871@N04/8034450098/

Skomentuj

Opublikowany w pisma sądowe

Pismo z sądu! I co dalej?

co zrobić z listem z sądu?

W mojej pracy wielokrotnie spotykałam się z osobami obrotnymi, zaradnymi i przebojowymi, które po otrzymaniu pisma sądowego, wezwania, zawiadomienia lub innego pisma z sądu, stawały się bezradne i zahukane niczym uczniak w pierwszy dzień szkoły. W konsekwencji osoby te – pełne obaw – nie podejmowały koniecznych w takiej sytuacji czynności i do sprawy wracały w ostatniej chwili lub w ogóle zbyt późno. Nie wolno popełniać tego błędu!

Co zatem należy zrobić po otrzymaniu pisma sądowego, aby nie napytać sobie biedy? Trzeba zacząć od kilku prostych czynności.

Po pierwsze, natychmiast po odebraniu listu na poczcie lub od listonosza, należy na nim napisać datę jego odebrania. Data ta jest kluczowa dla obliczania wszystkich sądowych terminów, jednak nie wyczytamy jej z listu ani z koperty (nie chodzi bowiem o datę sporządzenia pisma ani datę stempla pocztowego, lecz właśnie o moment pokwitowania przez nas odbioru przesyłki). Wiele razy moi klienci zapytani przeze mnie o datę odbioru listu, gimnastykowali się nad przypomnieniem sobie daty jego doręczenia (dwa dni temu?, po powrocie żony z Krakowa?, w czasie wizyty mojego brata?, w czasie kolacji z okazji rocznicy ślubu? gdy na obiad była ogórkowa?).

Piszę o tym, gdyż pismo zwykle zawiera termin, w którym należy się do niego ustosunkować liczony od dnia odebrania korespondencji. Często – gdy nasza odpowiedź zostanie wysłana zbyt późno – będzie się to wiązało z negatywnymi konsekwencjami, czasem nawet z natychmiastową przegraną sporu sądowego (bez względu na to, że mamy na 100% rację, a nasze żądania są całkowicie słuszne). Chcąc tego uniknąć w sytuacji, gdy mój klient nie jest w stanie określić daty początkowej z całą pewnością, zakładam, że odebrał korespondencję wcześniej i w związku z tym należy na nią odpowiednio wcześniej odpowiedzieć i wtedy … kasuję za „ekspres”.

A więc powtarzam – zaraz po odebraniu listu piszemy na nim aktualną datę!

Po drugie, niczego nie wyrzucamy – ani koperty, ani listu, ani załączników, nawet jeśli się powtarzają lub są niekompletne. Wszystko jest ważne, gdyż z samego listu może wcale nie wynikać, kto jest jego nadawcą, a będzie to wiadome dopiero w połączeniu z kopertą. Całość dokumentów należy razem spiąć zszywaczem – najlepiej w takiej kolejności, w jaki były włożone do koperty – i zachować.

Po trzecie, dokładnie czytamy treść pisma. Proszę się nie śmiać! Spotkałam wiele osób, które nie zadały sobie tego trudu z różnych przyczyn, np. uznały, że i tak nie zrozumieją; dostały wcześniej coś podobnego i przyjęły, że to wszystko to samo; założyły, że skoro dług spłaciły w zeszłym tygodniu, to nie ma potrzeby zawracać sobie głowy pismem w tej sprawie, które przyszło dziś; itp. Żaden z tych powodów nie zwalnia nas z obowiązku dokładnego przeczytania otrzymanej korespondencji sądowej, nawet – jeśli zajdzie taka potrzeba, aby wszystko mniej więcej zrozumieć  – kilka razy. Proszę pamiętać: aby cokolwiek zrobić dalej z otrzymaną korespondencją, muszą Państwo wiedzieć, co w niej napisano!

Po czwarte, zaraz po przeczytaniu wpisujemy w kalendarzu (lub w innym miejscu, dzięki któremu tego nie zapomnimy) termin, jaki sąd nam dał na odpowiedź na otrzymane pismo i terminu tego dochowujemy. Zwykle jest to 7 lub 14 dni, które liczymy od dnia doręczenia korespondencji (jednak nie uwzględniając tego dnia – jeśli pismo pokwitowałam w środę, to jako pierwszy dzień policzę czwartek). Po wyliczeniu ostatecznego terminu, musimy pamiętać, że najpóźniej w tym dniu do północy list musi być złożony we właściwym sądzie lub nadany listem poleconym na właściwy adres. Proszę nie kierować się – logicznym bądź co bądź – rozumowaniem, że jeśli dziś nadam list polecony to dojdzie on później niż gdybym jutro zaniósł pismo bezpośrednio do sądu, więc lepiej załatwię to jutro z samego rana. Jutro z samego rana będzie za późno! W tej sytuacji zazwyczaj nie liczy się data dotarcia naszego pisma do sądu, lecz data jego „wyjścia” z naszych rąk.

Dopełnienie tych prostych czynności pozwoli nam podjąć dalsze skuteczne działania przed sądem. Dzięki zachowaniu tych kilku wymogów, nie spalimy się jeszcze w blokach startowych, nie odbierzemy sobie szansy na wygraną przed sądem.

A tak na marginesie, zapisałeś się już do biuletynu informacyjnego bloga? To pędzikiem! :)

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/93755244@N00/3248317574/

Skomentuj

Opublikowany w pisma sądowe

Po co i dla kogo jest ten blog?

Prawo dla przedsiębiorczych dla małych przedsiebiorców

Przez lata pracy w Kancelarii Adwokackiej zetknęłam się z wieloma małymi i średnimi przedsiębiorcami. Grupa ta jest niejednorodna – obejmuje zarówno właścicieli straganów z warzywami  (czyli firm naprawdę niewielkich), dla których skromny dochód z działalności jest jedynym źródłem utrzymania dla całej ich rodziny, jak i prezesów spółek deweloperskich czy produkcyjnych, których firmy zatrudniają wielu pracowników i współpracują z zagranicznymi kontrahentami.

Niemniej osoby te – pomimo oczywistych różnic – wiele łączy.

Często prowadzone przez nie przedsiębiorstwa stanowią centrum ich życia, kondycja tych firm ma ogromne znaczenie dla ich prywatnej sytuacji finansowej, a nawet dla sytuacji rodzinnej – chude lata w interesie natychmiast odbijają się na życiu całych rodzin (czasem wręcz bezpośrednio na zawartości garnków).

Wielu z tych przedsiębiorców prowadzi swoją działalność dość intuicyjnie. Zdecydowali się na założenie własnej cukierni, bo świetnie pieką, a pracowni krawieckiej, bo zawsze uwielbiali szyć. Osoby te znają się z pewnością na swoim fachu, lecz nie zawsze na zawiłościach związanych z kontraktami, podatkami, inspekcjami, prawem pracy, promocją itp. A wiedza ta jest niezbędna i niestety często bywa zdobywana dopiero w czasie pierwszych problemów w tych dziedzinach, a nawet już „po szkodzie”.

Pomimo tego dziedziny te bywają często bagatelizowane przez mniej doświadczonych przedsiębiorców, co powoduje, że nie korzystają oni z profesjonalnych usług prawnych czy księgowych. Mitem jest, że to ze względu na wysokie ceny tych usług. To stereotyp, a wielu przedsiębiorców nie zadaje sobie nawet trudu, żeby go zweryfikować. Po prostu nie widzą potrzeby korzystania z porady w zakresie prawa, podatków, marketingu, itp. Zdaje im się często, że sami wiedzą lepiej. A to niestety nie zawsze jest prawda …

Stąd mój apel: Korzystajcie z rad profesjonalistów! To się opłaca!

Państwa błędy mogą się odbić na życiu Waszych dzieci! Choć to brzmi złowieszczo i nieco histerycznie, to szczera prawda. Spotkałam już wiele takich osób, które swoim dzieciom pozostawią w spadku jedynie długi i zmartwienia.

Po to również powstał ten blog – aby choć w podstawowym zakresie zwrócić uwagę na potrzebę poważnego traktowania umów, zamówień, spraw pracowniczych czy też otrzymywanych pism. Słowem, na rolę prawa – i związanych z nim szczegółów – w życiu małych i średnich przedsiębiorców.

Warto nie tylko czytać regularnie tego bloga, ale też zapisać się do biuletynu informacyjnego, który dojdzie bezpośrednio do Twojej skrzynki mailowej, gdyż wiele informacji zachowam tylko dla jego adresatów.

Pozdrawiam,

AKN

Skomentuj

Opublikowany w o blogu