Monthly Archives: Październik 2015

Umowa dla freelancera – a właściwie po co?

Po co freelancerowi umowa?

Jesteś  grafikiem, coachem, tłumaczem, projektantem lub innym wolnym strzelcem? Często kontaktujesz się z klientami przez internet, na odległość? Wasza relacja opiera się na zrozumieniu i zaufaniu? Jesteś twórczy i a Twoja praca ma często niematerialny charakter?

Ja to wszystko rozumiem, ale i tak musisz zawrzeć umowę, i już!

Oczywiście jeśli na postawione na wstępie pytania odpowiedź brzmi „tak”, to na samą myśl o umowie przychodzi Ci na myśl gruby plik kartek, zapisanych niezrozumiałym tekstem, który w zamyśle autora ma ograniczać Twoją kreatywność, a w dodatku jego wysłanie wymaga wystania się w kolejce na poczcie i nadania listu poleconego.

O tym, dlaczego trzeba zawierać umowy, pisałam już w Umowy dla przedsiębiorców, do którego Cię odsyłam, ale tu zwrócę uwagę jeszcze na kilka kwestii typowych dla freelancerów.

Po pierwsze umowa co do zasady nie musi byś sporządzona na piśmie. Umowa może byś zawarta nawet ustnie, ale tę formę odradzam – chyba, że zawierasz umowę sprzedaży pięciu bułek wrocławskich w pobliskim sklepie…

Umowa może być zawarta przez e-mail, sms, facebooka, skype’a czy google hangouts, ale upewnij się, że zastosowałeś metodę, która w jakiś sposób pozwoli uwiecznić uzgodnienia stron po to, abyś w przyszłości mógł się odnieść do jej postanowień.

Choć w Polsce nie jest to tak rozpowszechnione, to za granicą można już zawierać umowy za pomocą specjalnych aplikacji (np. https://rightsignature.com/). Niemniej również u nas można takie rozwiązania stosować, o ile obie strony umowy dobrze rozumieją ich działanie.

Pewnego rodzaju trudność powstaje, jeśli przedmiotem umowy ma być stworzenie dzieła i przeniesienie praw autorskich do niego. Wówczas prawo wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności. A forma pisemna to papier i podpis, i jeszcze najlepiej list polecony.

Ważną sprawą jest też, żeby sprawdzić, kto podpisuje umowę w imieniu naszego klienta. Korespondowanie z kimś, kto posługuje się e-mailem andrzej.duda@prezydent.pl, wcale nie oznacza, że zawrzesz umowę z głową Państwa.

Jeśli zawierasz umowę z jakimś podmiotem korporacyjnym, upewnij się, że podpisuje ją upoważniona osoba, która ma ważne pełnomocnictwo. W mocno  odformalizowanych kontaktach kwestia ta bywa pomijana.

Jeśli już na stałe zamierzasz „wolnostrzelcować” (czy tak można przetłumaczyć angielskie freelance?), to powinieneś pomyśleć o pewnego rodzaju wzorcu umowy, który będzie zawierał z góry przemyślane postanowienia i który będziesz przekazywać klientom, aby zaoszczędzić czas i siły na merytoryczna pracę. Dzięki takiemu wzorcowi nie będziesz za każdym razem tworzyć nowych postanowień, lecz co najwyżej nanosić drobne poprawki w razie konieczności dostosowania się do oczekiwań kontrahenta.

Jednak posiadanie wzorca ma jeszcze jedną, często pomijaną zaletę – wyznacza granice, określa ramy, prezentuje klientowi od razu, jak będzie przebiegała Wasza współpraca, jakie są oczekiwania stron, czego może się po pracy z Tobą spodziewać. Przedstawienie wzorca może zatem zapobiec temu, aby to klient narzucił Ci rytm pracy czy swoje zasady, z którymi Ty możesz się czuć niekomfortowo. Bezcenne.

Przygotowanie takiego wzorca najlepiej powierzyć profesjonaliście, ale zanim się do niego udasz powinieneś przemyśleć kilka kwestii, które opisze następnym razem.

Pozdrawiam,

AKN

2 komentarze

Opublikowany w umowy

Jak czytać umowę (technicznie)?

Jak czytać umowy, zeby zrozumieć i nie popełnić błędu - kwestie techniczne

Nie chcę się dziś rozwodzić nad tym, jak rozumieć poszczególne sformułowania kontraktu, lecz skupię się nad tym, co technicznie zrobić, żeby umowę zrozumieć i podjąć świadomą decyzję o jej podpisaniu lub nie.

1.

Zacznę może od czegoś bardzo oczywistego, jednak często pomijanego. O zgrozo! A mianowicie umowę, a dokładnie jej projekt należy przeczytać przed jego podpisaniem – zanim stanie się wiążącą umową. Nie daj się zwieść myślom w stylu „Przecież i tak nie mam wpływu na treść tej umowy”. Owszem, bardzo często tak właśnie jest – bierzesz całą umowę albo nie bierzesz jej wcale, ale to nie zwalnia Cię z obowiązków – po pierwsze zadecydowania, czy w ogóle chcesz ją podpisać, po drugie wywiązania się z tej umowy, a żeby to zrobić musisz wiedzieć, co jest w niej zapisane. Pisałam na ten temat w cyklu dlaczego umowy trzeba czytać przed podpisaniem? i tak tylko przypominam, BO TO BARDZO WAŻNE.

2.

Na przeczytanie umowy zarezerwuj sobie czas. Jeśli nie jesteś w tym zbyt biegły to zarezerwuj nawet więcej czasu. Skoro jakaś umowa ma trwać dwa lata, to chyba poświęcisz z dwie godzinki na jej lekturę i analizę. Pamiętaj, co nagle to po diable.

Nie daj się presji otoczenia. Jeśli ktoś zbyt nachalnie Cię popędza, traktuj to jako sygnał ostrzegawczy. W Twoich drzwiach stoi kurier z długopisem w ręce i znacząco puka palcami w futrynę, bo chce lecieć dalej? To jego problem. Orange zapłaciło już karę za takie traktowanie klientów, a to dobitny sygnał, że jest to dla klientów niekorzystne.

3.

Co dwie głowy to nie jedna.

To hasło rozumiem dwojako. Po pierwsze, w razie jakichkolwiek wątpliwości co do znaczenia poszczególnych sformułowań po prostu kogoś zapytaj, jak on/ona to rozumie. Oczywiście nie sugeruj Twojego toku myślenia. Pamiętaj, ze w projekcie umowy mogą znaleźć się postanowienia, które zgodnie z zasadami językowymi można rozumieć dwojako.

Pamiętam, jak dawno temu mieliśmy z kolegami zabawę z zapisem: „Strona może wypowiedzieć umowę ze skutkiem natychmiastowym w przypadku braku zapłaty chociaż części wymagalnej raty…” Każdemu z nas zdanie to wydawało się oczywiste, ale dopiero, gdy zaczęliśmy gadać na tema tej umowy pojawiły się kontrowersje – umowę można wypowiedzieć, gdy strona zalega chociaż ze złotówką z konkretnej raty, czy też nie można jej wypowiedzieć, jeśli strona zapłaciła chociaż złotówkę z raty? He…

Takie niejasności trzeba wykryć i usunąć z umowy przed jej podpisaniem.

Po drugie, szczególnie skomplikowane umowy warto czytać jednocześnie w dwie osoby (dwa egzemplarze, czworo oczu). Jest w nich zazwyczaj dużo odesłań do innych punktów lub paragrafów tej samej umowy i dobrze jest, gdy druga osoba może je szybko odnaleźć i przeczytać tak, żebyśmy nie stracili wątku.

4.

Na papierze lub na komputerze – jak Ci wygodniej.

Osobiście jestem bardzo nieekologiczna, bo muszę sobie wszystko wydrukować. Analizując umowę lub jej projekt lubię sobie po nich pisać, zaznaczać fragmenty, pytania lub wątpliwości. Nie wiem też, jak to się dzieje, ale na komputerze nie widzę np. literówek.

Ale jeśli ty jesteś dzieckiem doby laptopów i tabletów, nie krępuj się – korzystaj z formy, która daje Ci największy komfort.

5.

Już o tym wspominałam, ale powtórzę – traktuj podejrzliwie wszystkich, którzy bagatelizują fakt złożenia przez Ciebie podpisu. Teksty w stylu: „To się potem zmieni”, „To akurat Pana nie dotyczy”, „W rzeczywistości robimy to inaczej”, powinny spowodować zapalenie się czerwonej lampki w Twojej głowie. Jeśli coś nie dotyczy Ciebie lub jest robione inaczej, to po co zostało wpisane do Twojej umowy?

6.

Skonsultuj się z adwokatem. To brzmi jak autoreklama, ale tak naprawdę – zwłaszcza w przypadku umów o dużym znaczeniu dla Ciebie lub Twojej firmy – najlepiej oddać projekt adwokatowi do gruntownego przeanalizowania. Inwestycja na pewno się opłaci.

Czy ktoś ma jakieś ciekawe doświadczenia lub sugestie? Czekam.

Pozdrawiam,

AKN

PS. W międzyczasie polecam Twojej uwadze cykl ” Umówmy się!” cykl artykułów o zawieraniu umów, w którym poruszałam sporo istotnych kwestii dotyczących umów.

Skomentuj

Opublikowany w umowy

Trzecie urodziny bloga!

Prawo dla przedsiebiorczych - lektura obowiązkowa do porannej kawy

10 października 2012 r. na tym blogu pojawił się pierwszy wpis.

Przywitałam się w nim, wyjaśniłam, o co mi chodzi, i od tego czasu staram się dostarczać wszystkim Przedsiębiorczym – w miarę możliwości regularnie – informacji, które mogą dotyczyć ich firm.

Prawo w Polsce jest szczególnie skomplikowane i często się zmienia, a urzędniko-politycy jeszcze się tym szczycą, zamiast wstydzić się, że nam utrudniają życie.

Badania wykazują, że – aby być na bieżąco ze wszystkimi nowymi regulacjami – Przedsiębiorczy powinien spędzać trzy i pół godziny dziennie na lekturze dziennika ustaw.

Oczywistym jest, że nikt nie ma tyle czasu i nikt tego nie robi.

A przecież nieznajomość prawa szkodzi! Owszem, może też drogo kosztować…

Dlatego warto regularnie czytać ten blog, bo – choć dogłębna analiza wszystkich istotnych zagadnień nie jest możliwa – staram się w nim  sygnalizować problemy, które mogą dotyczyć każdego małego przedsiębiorcy. Ten blog ma zatem służyć zapaleniu się w Twojej głowie ostrzegawczej lampki – „O, to jest kwestia, której muszę się przyjrzeć bliżej!”

Mam nadzieję, że dotychczas udawało mi się spełnić to zadanie.

Zapraszam Cię serdecznie do regularnego zaglądania na blog (na przykład przy porannej kawie lub herbacie), a także do zapisania się do biuletynu informacyjnego „Prawa dla Przedsiębiorczych”, w którym poruszam nie tylko kwestie prawne, ale również dzielę się szerszą refleksją na temat bycia przedsiębiorcą, bo przecież sama nim jestem i znam dobrze te problemy.

Dziękuję, że jesteś czytelnikiem „Prawa dla Przedsiębiorczych”!

Pozdrawiam,

AKN

2 komentarze

Opublikowany w o blogu