Przestępstwa skarbowe, czyli jak nie kijem, to pałą…

przestępstwa skarboweOstatnio prowadzona sprawa skłoniła mnie do smutnej refleksji.

Jeśli komuś słowo „przestępca” kojarzy się z łysym oprychem z kijem bejsbolowym włożonym za gumę dresowych spodni, powinien to wyobrażenie zrewidować. Otóż, wszystko wskazuje na to, że wszyscy przedsiębiorcy są (lub też w każdej chwili mogą się stać) przestępcami. Skarbowymi.

A to za sprawą ustawy z dnia 10 września 1999 r. – kodeks karny skarbowy (k.k.s.), której tekst jednolity ogłoszono w lutym tego roku. Ustawa ta reguluje, które próby uniknięcia podatków stanowią przestępstwa ścigane przez urzędników urzędów skarbowych, celnych i kontroli skarbowej. No cóż, chyba większość …

Już samo wejście w życie ustawy o tak doniosłym znaczeniu należy uznać za nieco opresyjne wobec obywateli. Ustawa została uchwalona przez Sejm dnia 10 września 1999 r., a weszła w życie dnia 17 października 1999 r. Nie byłoby to może aż takie straszne, gdyby nie fakt, że opublikowano ją zaledwie dwa dni przed dniem, w którym zaczęła obowiązywać. Być może ustawa nie zawierała drastycznych nowości, które byłyby dla podatników ogromnym zaskoczeniem, jednak subtelne różnice mogą mieć czasem kolosalne znaczenie dla firm, osób fizycznych i kontrolujących te podmioty organów. Przy tak ważnej ustawie, pozostawienie podatnikom zaledwie dwóch dni na przygotowania należy uznać za karygodne.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie pochwalam przestępców skarbowych, oszustów czy kombinatorów, jednak – znając stosunek urzędników do przedsiębiorców (a nawet obywateli w ogóle) – obawiam się, że etykietki te przyklejane są zbyt często.

Teoretycznie już zrobienie błędu w deklaracji podatkowej może być uznane za wykroczenie skarbowe, a gdy powoduje uszczuplenie podatku powyżej określonego w ustawie progu – nawet za przestępstwo (art. 56). Na szczęście mamy jeszcze art. 1 § 2 kodeksu mówi, że nie jest przestępstwem skarbowym lub wykroczeniem skarbowym czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma. Wiadomo jednak, że niewielka pomyłka może (po zaokrągleniu, dodaniu i pomnożeniu kwot) dać sporą sumę, a i szkodliwość społeczna takiej pomyłki może wydać się wówczas znaczna.

Przedsiębiorcy nieobeznani z tą ustawą powinni, moim zdaniem, zwrócić uwagę na kilka kwestii, które mogą mieć znaczenie przy prowadzeniu przedsiębiorstwa.

Kto jest sprawcą?

Zgodnie z art. 9 § 3 k.k.s., za przestępstwa skarbowe lub wykroczenia skarbowe odpowiada także ten, kto na podstawie przepisu prawa, decyzji właściwego organu, umowy lub faktycznego wykonywania zajmuje się sprawami gospodarczymi, w szczególności finansowymi, osoby fizycznej, osoby prawnej albo jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, której odrębne przepisy przyznają zdolność prawną. Na podstawie tego przepisu mogą zatem odpowiadać wspólnicy spółki cywilnej lub zarząd spółki kapitałowej, jeśli jako podatnik spółka ta naruszyła przepisy powodując uszczuplenie podatku.

Czynny żal

Zgodnie z art. 16 § 1 k.k.s., nie podlega karze za przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe sprawca, który po popełnieniu czynu zabronionego zawiadomił o tym organ powołany do ścigania, ujawniając istotne okoliczności tego czynu, w szczególności osoby współdziałające w jego popełnieniu, co nazywamy czynnym żalem. Należy jednak pamiętać, że podatnik „musi być pierwszy”. Jeśli bowiem organy powzięły już informacje o popełnieniu czynu zabronionego, jest już za późno. Ponadto przepis ten ma zastosowanie tylko, jeśli zostanie uiszczona należność podatkowa.

Niedopełnienie obowiązku nadzoru

Nawet jeśli organy podatkowe ustalą, drogi Przedsiębiorco, że nie ty osobiście jesteś odpowiedzialny za popełniony czyn, zawsze mogą zarzucić Ci nieprawidłowy nadzór i „przywalić” grzywnę za wykroczenie (tak w art. 84 § 1, 96 § 1, 106ł § 1, 111 k.k.s.).

A nie mówiłam, że trudno być przedsiębiorcą

Podziel się tym wpisem z innymi Przedsiębiorczymi, żeby nie wpadli w tarapaty.

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/boston_public_library/7775272006/

Przedawnienie roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej

przedawnienie roszczeń zwiażanych z działalnością gospodarczą

Zawsze, gdy myślę o przedawnieniu, przypomina mi się stary żart.

W hotelowym pokoju dzwoni telefon. Zaspany mężczyzna podnosi słuchawkę.

– Dzień dobry. Czy zamawiał Pan budzenie na 7:30?

– Tak.

– To szybciutko, szybciutko, bo już po 9.

 Ustaliliśmy już, że należnych nam pieniędzy i innych świadczeń nie można dochodzić po wielu latach. Szczególnie przedsiębiorcy powinni o tym pamiętać, gdyż dla nich czas ten jest nawet krótszy. Zgodnie z ogólną zasadą zawartą w art. 118 kodeksu cywilnego, na dochodzenie roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej przedsiębiorca ma co najwyżej trzy lata, o ile w danej sprawie ustawodawca nie wprowadził akurat wyjątku – jeszcze krótszego okresu przedawnienia. Warto się zatem zastanowić, co to dokładnie jest to „roszczenie związane z działalnością gospodarczą”, od tego bowiem zależy, jak bardzo musimy się spieszyć. (Bo i tak musimy się spieszyć. Trzy lata mogą się wydawać kawałem czasu, ale mijają, zanim się człowiek obejrzy.)

Trzyletniemu terminowi z art. 118 KC podlegają roszczenia przysługujące osobom prowadzącym działalność gospodarczą i mające związek z prowadzoną przez uprawnionego działalnościągospodarczą.

Chodzi przede wszystkim o roszczenia powstałe w wyniku czynności prawnych dokonanych w ramach działalności gospodarczej (głównie umowy). Ponadto jednak, za związane z prowadzeniem działalności gospodarczej można niekiedy uznać roszczenia powstałe w wyniku innych niż czynności prawne zdarzeń prawnych. Jak stwierdził Sądu Najwyższego w wyroku z dnia 22 września 2005 r. (sygn. akt: IV CK 105/05), dla zastosowania trzyletniego przedawnienia nie ma znaczenia, jak powstało roszczenie, może ono wynikać z czynności prawnej, czynu niedozwolonego, lub jakimkolwiek innego zdarzenia, nie wyłączając bezpodstawnego wzbogacenia czy korzystania z cudzej rzeczy bez podstawy prawnej, liczy się bowiem jego związek z działalnością gospodarczą.

Natomiast za czynności związane z prowadzeniem działalności gospodarczej uznaje się czynności podejmowane w celu realizacji zadań mieszczących się w przedmiocie tej działalności w sposób bezpośredni lub pośredni, pod warunkiem jednak, że pomiędzy przedmiotem działalności a czynnościami prowadzącymi do powstania roszczenia zachodzi normalny i funkcjonalny związek.

Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 2 kwietnia 2008 r. (sygn. akt: III CSK 302/07), nie jest wymagane, aby obie strony stosunku prawnego (na przykład umowy) prowadziły działalność gospodarczą. Wystarczy, że działalność gospodarczą prowadzi tylko strona dochodząca roszczenia, które wiąże się z tą działalnością. Trzyletniemu przedawnieniu podlegają zatem nasze roszczenia nie tylko w stosunku do partnerów biznesowych, lecz również w stosunku do klientów będących konsumentami.

W wątpliwych przypadkach należy, zdaniem znawców prawa, przyjmować szerokie znaczenie pojęcia „roszczenia związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej”, czyli obejmujące roszczenia z umów mających uboczne, pomocnicze znaczenie dla działalności gospodarczej uprawnionego (np. najmu czy sprzedaży nieruchomości przedsiębiorstwa, którego działalność gospodarcza polega na czym innym), przy czym dane zdarzenie nie musi być przewidziane w statucie lub innym akcie założycielskim uprawnionego i wykazany we właściwym rejestrze. Pogląd ten potwierdza orzecznictwo Sądu Najwyższego.

Warto na przykład zwrócić uwagę na dość nowy wyrok Sądu Najwyższego (z dnia 24 maja 2012 r., sygn. akt: II CSK 544/11), gdzie stwierdzono, że nie jest decydujące to, że udzielanie pożyczek nie mieściło się w przedmiotowym zakresie działalności ani to, że pożyczkodawca udzielił pożyczki tylko raz. Decydujące natomiast znaczenie ma fakt, że pożyczkodawca w chwili udzielenia pożyczki był przedsiębiorcą oraz że została ona udzielona na zakup towaru, który to towar miał być następnie kupowany przez pożyczkodawcę na preferencyjnych warunkach, a spłata pożyczki i odsetek miała nastąpić właśnie w formie przekazywania towaru.

Możemy zatem być producentem oprogramowania komputerowego, ale jeśli sprzedamy nasze meble biurowe, to i tak będzie to miało związek z prowadzeniem działalności gospodarczej i ewentualne dochodzenie zapłaty za nie będzie ograniczone krótszym terminem przedawnienia.

O tym wszystkim warto pamiętać, żeby nie obudzić się po 9, jak w tym dowcipie.

Pozdrawiam,

AKN

PS. Podziel się tym artykułem, żeby Twoi znajomi też nie przespali przedawnienia. Będą Ci wdzięczni.

 

Obraz: http://www.flickr.com/photos/photography_and_design/6051649518/

 

 

 

Jak długo można dochodzić roszczeń przed sądem? Przedawnienie.

czas to pieniądz

Pisałam już, że w przypadku zniesławienia należy wystąpić z prywatnym aktem oskarżenia przeciwko sprawcy w ciągu roku od popełnienia tego przestępstwa. Takie terminy graniczne występują jednak również w prawie cywilnym i nazywamy je terminami przedawnienia. A na czym dokładnie to polega?

Otóż, po upływie terminu przedawnienia ten, przeciwko komu przysługuje roszczenie (na przykład osoba, która jest nam winna pieniądze), może uchylić się od jego zaspokojenia (czyli na przykład od zapłaty nam naszych pieniędzy). Sprowadza się to do tego, że jeśli wystąpimy z pozwem o zapłatę przeciwko X, a X przed sądem podniesie zarzut przedawnienia, sąd oddali nasze powództwo, a my nie otrzymamy należnego nam świadczenia. To znaczy, może otrzymamy je, ale tylko jeśli X będzie miał taką chęć, gdyż innego sposobu na zmuszenie go do tego nie będzie.

To jest właśnie istota przedawnienia, którą w skrócie można ująć: „Czas to pieniądz”.

Jednak warto wiedzieć na ten temat jeszcze parę rzeczy.

Terminy te zostały uregulowane art.117-125 kodeksu cywilnego, gdzie zawarto ogólne zasady dotyczące przedawnienia, oraz w wielu innych przepisach tej ustawy.

Przedawnieniu ulegają co do zasady roszczenia majątkowe (czyli dotyczące pieniędzy, rzeczy, usług, itp.), chyba że mamy akurat do czynienia z wyjątkiem. Takim wyjątkiem jest roszczenie windykacyjne dotyczące nieruchomości (art. 223 § 1 k.c.), którego istota sprowadza się do żądania: „Niech X odda mój dom”.

Dłużnik może zrzec się korzystania z zarzutu przedawnienia, co jednak musi nastąpić po upływie terminu przedawnienia (zrzeczenie się tego zarzutu przed upływem terminu jest nieważne).

Bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne, czyli od chwili, gdy dłużnik miał obowiązek spełnić swoje świadczenie, a wierzyciel je przyjąć.

Bieg przedawnienia może zostać przerwany i po każdym przerwaniu biegnie ono na nowo.

1) przez każdą czynność przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju albo przed sądem polubownym, przedsięwziętą bezpośrednio w celu dochodzenia lub ustalenia albo zaspokojenia lub zabezpieczenia roszczenia (najbardziej typową czynnością jest po prostu złożenie pozwu w sądzie);

2) przez uznanie roszczenia przez osobę, przeciwko której roszczenie przysługuje,

3) przez wszczęcie mediacji.

Należy również pamiętać, ze zgodnie z art. 125 § 1 k.c., roszczenie stwierdzone prawomocnym orzeczeniem sądu lub innego organu powołanego do rozpoznawania spraw danego rodzaju albo orzeczeniem sądu polubownego, jak również roszczenie stwierdzone ugodą zawartą przed sądem albo przed sądem polubownym albo ugodą zawartą przed mediatorem i zatwierdzoną przez sąd, przedawnia się z upływem lat dziesięciu. W tym czasie należy przystąpić do egzekwowania roszczenia przez komornika.

A na koniec najistotniejsza kwestia – terminy. Zgodnie z art. 118 k.c., co do zasady termin przedawnienia wynosi lat dziesięć, a dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – trzy lata (do sprawy, co to dokładnie znaczy „roszczenia związane z prowadzeniem działalności gospodarczej”, jeszcze wrócę).  Należy jednak pamiętać, że ustawodawca przewidział sporo wyjątków, o których szczególnie przedsiębiorcy powinni pamiętać. I tak na przykład, z upływem lat dwóch przedawniają się roszczenia o wynagrodzenie za wykonane zlecenie przysługujące osobom, które stale lub w zakresie działalności przedsiębiorstwa trudnią się czynnościami danego rodzaju (art. 751 k.c.).

A czy Ty, drogi Przedsiębiorczy, pilnujesz terminów przedawnienia? Warto być z tymi sprawami na bieżąco!

Tak samo jak z wpisami na blogu „Prawo dla przedsiębiorczych, więc zapisz się do biuletynu informacyjnego.

Skuteczne sposoby na opornego dłużnika

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/lindenbaum/345980717/

Na czym polega zawieszenie działalności gospodarczej?

Słyszałam opinie, że własną działalność gospodarczą warto założyć, żeby mieć wreszcie więcej czasu dla rodziny, a nie siedzieć w pracy po kilka lub kilkanaście godzin dziennie. Jestem przekonana, że opinia ta jest rozpowszechniana przez osoby, które nie prowadzą własnej firmy. Przedsiębiorcy wiedzą bowiem, że prowadzenie działalności gospodarczej – oprócz swych wielu zalet – wiąże się z pracą nawet 24/7, brakiem płatnego urlopu, stałym rozmyślaniem o losie firmy, odpowiedzialnością za wszystkie podejmowane decyzje, oglądaniem każdej złotówki po kilka razy przed jej wydaniem, a także ze stawianiem czoła rozdrażnionemu małżonkowi, kiedy znowu nie zdążymy (albo, co gorsza, zapomnimy) odebrać dzieci ze szkoły… (O tym, co często wiąże się z prowadzeniem własnego przedsiębiorstwa, już trochę pisałam.)

Po dłuższym czasie takiej walki, człowiek musi naładować akumulatory i najlepiej byłoby wybrać się na zasłużone wakacje. Mimo to wielu tego nie robi, bo nie może zostawić firmy bez opieki na czas swej nieobecności. W takiej sytuacji warto rozważyć możliwość zawieszenia działalności gospodarczej.

Możliwość taką ustawodawca przewidział w ustawie z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej, a dokładnie w art.  14a, zgodnie z którym  przedsiębiorca może zawiesić wykonywanie działalności gospodarczej na okres od 30 dni do 24 miesięcy (chyba że to luty, wtedy wystarczy 28 dni). Okres zawieszenia rozpoczyna się od dnia wskazanego we wniosku, nie wcześniej niż w dniu złożenia wniosku, i trwa do dnia złożenia wniosku o wpis informacji o wznowieniu wykonywania działalności gospodarczej lub do dnia wskazanego w tym wniosku, który nie może być wcześniejszy niż dzień złożenia wniosku (można złożyć wniosek dotyczący zawieszenia lub wznowienia działalności z wyprzedzeniem, ale wstecz – nie).

Trzeba przy tym wspomnieć o kilku warunkach:

  • przedsiębiorca nie może zatrudniać pracowników (jest to więc raczej rozwiązanie dla tzw. wolnych strzelców niż osób prowadzących większe przedsiębiorstwa),
  • w przypadku wykonywania działalności gospodarczej w formie spółki cywilnej zawieszenie wykonywania działalności gospodarczej jest skuteczne pod warunkiem jej zawieszenia przez wszystkich wspólników, ale przedsiębiorca wykonujący działalność gospodarczą jako wspólnik w więcej niż jednej spółce cywilnej może zawiesić wykonywanie działalności gospodarczej w jednej lub kilku takich spółkach (wraz z innymi ich wspólnikami),
  • przedsiębiorca wykonujący działalność gospodarczą w różnych formach prawnych może zawiesić wykonywanie działalności gospodarczej w jednej z tych form.

W okresie zawieszenia wykonywania działalności gospodarczej nie można wykonywać działalności gospodarczej i osiągać z niej bieżących przychodów, ale może wykonywać wymienione w ustawie czynności, takie jak:

  • czynności niezbędne do zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodów (w szczególności można w tym czasie dochodzić swoich należności w postępowaniu sądowym czy egzekucyjnym – to istotne, gdyż zawieszenie działalności nie wstrzymuje biegu terminów przedawnienia roszczeń);
  • przyjmowanie i spełnianie świadczeń, powstałych przed datą zawieszenia wykonywania działalności gospodarczej (możemy zatem zrealizować przyjęte przed zawieszeniem zlecenia i przyjąć za nie wynagrodzenie);
  • osiąganie przychody finansowe, także z działalności prowadzonej przed zawieszeniem wykonywania działalności gospodarczej
  • zbywanie własnych środków trwałych i wyposażenia;
  • uczestnictwo w postępowaniach sądowych, postępowaniach podatkowych i administracyjnych związanych z działalnością gospodarczą wykonywaną przed zawieszeniem wykonywania działalności gospodarczej; nie ma zatem wymówki, aby nie odbierać kierowanej do niego korespondencji urzędowej,
  • wszelkie obowiązki nakazane przepisami prawa.

Taki przedsiębiorca może też niestety w okresie zawieszenia zostać poddany kontroli na zasadach przewidzianych dla przedsiębiorców wykonujących działalność gospodarczą.

Przedsiębiorca, który zawiesił swoją działalność, nie ma obowiązków informacyjnych względem urzędu skarbowego i jest zwolniony z obowiązku płacenia zaliczek na podatek dochodowy. Nie może jednak zrobić sobie przerwy w prowadzeniu podatkowej księgi w okresie zawieszenia działalności. Choć podatnik nie prowadzi w tym czasie działalności to jednak musi dokonywać wpisów do księgi, które są wynikiem innej niż bieżącej działalności (o dozwolonych czynnościach była mowa powyżej). Zawieszenie działalności nie zwalnia nas również ze złożenia rocznego zeznania podatkowego i zapłaty podatku. Trzeba też pamiętać, że w okresie zawieszenia działalności przepisy nie zwalniają przedsiębiorcy z obowiązku sporządzenia spisu z natury na koniec roku, zamknięcia księgi podatkowej i ustalenia dochodu lub straty.

Dodam tylko, że zawieszanie działalności i – co ważne – zgłoszenie tego faktu do ewidencji jest jedynym sposobem, aby w okresie zawieszenia nie podlegać obowiązkowemu ubezpieczeniu społecznemu i, co za tym idzie, nie płacić składek na to ubezpieczenie. Faktyczne (ale nie zgłoszone do CEIDG) przerwy w działalności nie dają takiej możliwości.

Na wstępie napisałam, że zawieszenie działalności to pomysł dla osób chcących się wreszcie wyrwać na zasłużony urlop. To racja, ale warto możliwość zawieszenia działalności rozważyć również w innych sytuacjach, takich jak ciąża i macierzyństwo, dłuższy wyjazd za granicę, czy – czego nikomu nie życzę – kryzys w branży, który trzeba przeczekać.

A czy Ty rozważałeś/aś zawieszenie działalności?

Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie, warto zapisać się do biuletynu informacyjnego „Prawa dla przedsiębiorczych”.

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/mrsapplegate/3058787904/

Czy muszę odebrać list polecony z sądu lub urzędu?

Pisałam już, co najlepiej zrobić, gdy otrzymamy pismo sądowe lub urzędowe. Pisałam też na przykład, że należy je przeczytać. Zapomniałam wspomnieć, że najpierw należy to pismo odebrać. To oczywiste? Czyżby?

Spotkałam wielu przedsiębiorców, którzy uznali, że najlepszym sposobem uniknięcia „kłopotów z sądem” (w szczególności uniknięcia zasądzenia od nich różnego rodzaju świadczeń) jest nieodbieranie listów poleconych kierowanych do nich przez sądy właśnie.

Należy jednak podkreślić, że nie jest to dobre rozwiązanie, a nawet jest to rozwiązanie bardzo złe – powodujące całą serię negatywnych konsekwencji i zbędnych kosztów. Przypomina to bowiem sytuację, gdy mały berbeć zakrywa oczy w przekonaniu, że dzięki temu go nie widać. To z pewnością urocze, gdy dotyczy dwulatka, ale dorosły człowiek powinien wiedzieć, że nawet jeśli nie zna treści pisma sądowego, nie znaczy to, że ta treść nie istnieje.

Należy pamiętać, że zgodnie z art. 133 § 2a k.p.c. (kodeksu postępowania cywilnego), pisma procesowe dla przedsiębiorców i wspólników spółek handlowych, wpisanych do rejestru sądowego, doręcza się na adres podany w rejestrze, chyba że strona wskazała inny adres dla doręczeń. Jeżeli ostatni wpisany adres został wykreślony jako niezgodny z rzeczywistym stanem rzeczy i nie zgłoszono wniosku o wpis nowego adresu, adres wykreślony jest uważany za adres podany w rejestrze. Ponadto strony postępowania i ich przedstawiciele mają obowiązek zawiadamiać sąd o każdej zmianie swego zamieszkania, zaś w razie zaniedbania tego obowiązku pismo sądowe pozostawia się w aktach sprawy ze skutkiem doręczenia (art. 136 § 1 k.p.c.)

Złą wymówką jest zatem nieodbieranie listów poleconych z powodu zmiany adresu zamieszkania lub prowadzenia działalności. Takie niedoręczone adresatowi pismo sąd pozostawia bowiem w aktach sprawy i przyjmuje, że zostało doręczone, a potem kontynuuje postępowanie jak gdyby nigdy nic.

Podobnie jest w postępowaniu przed organami administracji, które działają na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego (k.p.a.). Zgodnie z art. 44 § 4 k.p.a., doręczenie uważa się za dokonane z upływem ostatniego dnia z dwutygodniowego okresu (tyle list czeka na poczcie), a pismo pozostawia się w aktach sprawy.

Również choroba nie jest powodem, aby nie otworzyć drzwi listonoszowi. W sprawie tej wypowiedział się nawet Sąd Najwyższy. W postanowieniu z 6 czerwca 2012 r. (sygn. akt: IV CZ 6/12) Sąd ten stwierdził, że choroba nie usprawiedliwia nieodebrania przesyłki z sądu, jeśli na zwolnieniu lekarskim figurowała adnotacja „chory może chodzić”.

Nie pomoże również odmowa przyjęcia przesyłki i poszczucie listonosza psem. Zgodnie bowiem z art. 47 § 1 k.p.a., jeżeli adresat odmawia przyjęcia pisma przesłanego mu przez pocztę lub inny organ, pismo zwraca się nadawcy z adnotacją o odmowie jego przyjęcia i datą odmowy. Pismo wraz z adnotacją włącza się do akt sprawy i uznaje się, że pismo zostało doręczone w dniu odmowy jego przyjęcia przez adresata.

Powyżej opisałam, dlaczego unikanie odbioru korespondencji urzędowej może okazać się nieskuteczne, ale koniecznie trzeba podkreślić, że jest to również niekorzystne dla samego adresata. Walczyć (oczywiście na argumenty i dowody) można tylko posiadając wiedzę o tym, co się właściwie dzieje w sprawie, a wiedzę tę czerpie się właśnie z korespondencji sądowej (a także z akt sprawy i porady prawnej). Lepiej wiedzieć na bieżąco o wszystkim, co nas dotyczy, niż dowiedzieć się o tym dużo później od komornika lub poborcy podatkowego. Może się bowiem okazać, że zostanie od nas zasądzone nienależne świadczenie, a my zwykle już niewiele będziemy mogli z tym zrobić, a jeżeli nawet coś da się zrobić to będzie to trudniejsze i droższe…

A teraz zapisz się do biuletynu informacyjnego „Prawa dla przedsiębiorczych”, żeby więcej nie popełniać takich błędów.

Pozdrawiam,

AKN

Co to jest spółka cywilna?

Spółka cywilna to takie małżeństwo dla pieniędzy. I  musi to być małżeństwo z rozsądku. Zawierając umowę spółki cywilnej należy się dobrze zastanowić. Należy szczegółowo określić zasady współpracy – nie wolno pozostawiać żadnych niedomówień. Wspólników trzeba wybierać bardzo rozważnie, kierując się raczej rozsądkiem niż ciepłymi uczuciami. Trzeba mieć też do nich zaufanie, co nie wyłącza jednak sprawowania co najmniej dyskretnej kontroli nad ich działaniami (na zasadzie: ufam, więc sprawdzam). Nietrafny wybór wspólnika może nie tylko pozbawić dochodów, ale nawet doprowadzić do ruiny.

To właśnie trzeba wiedzieć o spółce cywilnej przede wszystkim.

A co jeszcze warto wiedzieć?

Spółka cywilna nie jest odrębnym od jej wspólników tworem, lecz jest umową pomiędzy jednoosobowymi przedsiębiorcami, zawartą w celu realizacji wspólnego przedsięwzięcia. Przedsiębiorcy związani umową spółki występują pod wspólną nazwą, mają też jeden NIP i Regon.

Porównanie do małżeństwa jest jak najbardziej uzasadnione z kilku powodów.

Wspólność majątku. Wskutek wniesienia wkładów (którymi mogą być rzeczy, pieniądze, prawa) oraz nabywania praw i rzeczy w toku działalności spółki powstaje wspólny majątek wspólników. Nie jest to jednak zwykła współwłasność, w której współwłaściciel może w każdej chwili zbyć swój udział (np. pół czy 1/8 nieruchomości). Zgodnie bowiem z art. 863 § 1 k.c. wspólnik nie może rozporządzać (sprzedać, darować, obciążyć) udziałem we wspólnym majątku wspólników ani udziałem w poszczególnych składnikach tego majątku. Ponadto w czasie trwania spółki wspólnik nie może domagać się podziału wspólnego majątku wspólników.

Prowadzenie spraw spółki. Zgodnie z art. 865 § 1 k.c. każdy wspólnik jest uprawniony i zobowiązany do prowadzenia spraw spółki, a zgodnie z art. 866 k.c. każdy wspólnik jest umocowany do reprezentowania spółki w takich granicach, w jakich jest uprawniony do prowadzenia jej spraw, o ile umowa spółki lub uchwała wspólników nie stanowi inaczej. Oznacza to, że każdy wspólnik ma prawo zaciągnąć zobowiązanie (kupić rzecz, wziąć pożyczkę lub jej udzielić), które obciąży wszystkich wspólników proporcjonalnie do ich udziału. Decyzje jednego wspólnika mogą zatem zaważyć na losach wszystkich pozostałych.

Odpowiedzialność za długi spółki. Jak stanowi art. 864 k.c., za zobowiązania spółki wspólnicy odpowiedzialni są solidarnie. Oznacza to, że wierzyciel może domagać się spełnienia świadczenia – najczęściej zapłaty określonej kwoty pieniężnej – od dowolnie wybranego wspólnika, od kilku lub od wszystkich wspólników, aż do czasu, gdy dług zostanie całkowicie spłacony. Może się zatem okazać, że w toku egzekucji komorniczej zostanie wyegzekwowana cała kwota od jednego wspólnika, nawet gdy miał on niewielki udział w spółce. Taki „poszkodowany” może następnie dochodzić od pozostałych wspólników zwrotu zapłaconych przez niego kwot, proporcjonalnie do określonych w umowie udziałów (tzw. regres).

Odpowiedzialność za długi wspólnika. Istotną sprawą jest również to, że na funkcjonowanie spółki mogą mieć też wpływ zobowiązania wspólnika zaciągnięte poza jej działalnością. Mianowicie, spółka ulega rozwiązaniu w przypadku ogłoszenia upadłości wspólnika. Ponadto jeżeli egzekucja z ruchomości zadłużonego wspólnika okaże się bezskuteczna (nie da się nić wyegzekwować) przez sześć miesięcy, jego wierzyciel osobisty może uzyskać zajęcie praw przysługujących wspólnikowi na wypadek wystąpienia ze spółki lub jej rozwiązania i w konsekwencji może wypowiedzieć jego udział w spółce, co doprowadzi do – co szczególnie istotne dla pozostałych wspólników – konieczności zwrotu wkładu oraz wypłaty w pieniądzu takiej część wartości wspólnego majątku pozostałego po odliczeniu wartości wkładów wszystkich wspólników, jaka odpowiada stosunkowi, w którym wspólnik uczestniczył w zyskach spółki.

Rozwód. Wystąpienie ze spółki jest trochę łatwiejsze niż z małżeństwa, jednak trzeba pamiętać, że jeżeli spółka została zawarta na czas nie oznaczony (czyli nie np. na rok czy dwa), każdy wspólnik może z niej wystąpić wypowiadając swój udział (czyli informując o tym pozostałych wspólników) w ściśle określonym terminie – na trzy miesiące naprzód na koniec roku obrachunkowego (rok obrachunkowy to zwykle rok kalendarzowy). Umowę spółki należy zatem wypowiedzieć najpóźniej na koniec września. Bez zachowania tego terminu wspólnik może wypowiedzieć swój udział tylko z ważnych powodów. W ostateczności – ale również tylko z ważnych powodów – wspólnik może żądać rozwiązania spółki przez sąd.

Prawda, że jak w małżeństwie?…

Pozdrawiam,

AKN

PS. Podziel się tym artykułem, bo – jak sami widzisz – zawiera ważne informacje. To będzie dobry uczynek :)

Obraz: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Contrat_de_mariage.jpg

Jak walczyć ze zniesławieniem w Internecie? Szybko!

zniesławienie w internecie

Przeglądając nowy magazyn dla przedsiębiorców natrafiłam na wzmiankę o sytuacjach kryzysowych w Internecie oraz o braku przygotowania polskich firm na wypadek ataku czarnego PR w sieci. Jak podaje „Pierwszy Milion” (nr 1/2012) – cytując wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie agencji Think Kong, specjalizującej się w działaniach marketingowych on-line – zaledwie 6 procent przedsiębiorstw przygotowuje specjalne strategie na takie sytuacje!!!

Nie jestem oczywiście specjalistką od internetowego marketingu (a wręcz mam mgliste o nim pojęcie), jednak informacja ta przypomniała mi pewną sprawę, którą miałam okazję śledzić, a która dotyczyła popełnienia na szkodę przedsiębiorcy przestępstwa zniewagi (art. 212 k.k.), właśnie przez Internet. Jak pokrzywdzony przedsiębiorca ma walczyć z takim zachowaniem internauty? Otóż okazało się, że przede wszystkim szybko.

Przedsiębiorca, który często latami pracuje na swoją renomę i dobre imię, musi się liczyć z tym, że nie wszyscy docenią jego starania. Są bowiem osoby, które zechcą zepsuć dobrą opinię bez względu na to, czy oskarżenia i zarzuty pod adresem przedsiębiorstwa są słuszne. Może się zdarzyć, że działanie takie wypełni znamiona czynu zabronionego określonego w art. 212 § 1 lub 2 kodeksu karnego. Czyn taki ścigany jest z oskarżenia prywatnego (pokrzywdzony we własnym zakresie musi złożyć akt oskarżenia do sądu), a to oznacza, że karalność tego przestępstwa ustaje z upływem roku od czasu, gdy pokrzywdzony dowiedział się o osobie sprawcy przestępstwa, nie później jednak niż z upływem 3 lat od czasu jego popełnienia (art. 101 § 2 k.k.). Sprawa staje się problematyczna, gdy przestępstwo popełniono poprzez zamieszczenie na forum internetowym wpisu, który został usunięty przez administratora portalu dopiero po kilku latach, po interwencji pokrzywdzonego.

Taka sytuacja spotkała Pana Mirosława M. W dniu 16 listopada 2009 r. do Sądu Rejonowego w S. skierował on prywatny akt oskarżenia przeciwko Robertowi J., którego oskarżył o to, że „od dnia 26 lipca 2005 r. do dnia 23 sierpnia 2009 r. na portalu internetowym (…) umieścił wpis krytykujący wykonanie usługi wczasowej w pensjonacie „M.” w R. Wpis ten obfitował w nieprawdziwe, poniżające i obraźliwe informacje. Nie polegał w żadnym stopniu na prawdzie, a był jedynie konfabulacją i oszczerstwem. Zarzucono w nim krzyk, wyzwiska, wulgaryzmy oraz nieprofesjonalne podejście do odwiedzających gości – tym samym wpis ten naraził Mirosława M., jako właściciela „M.”, na utratę zaufania niezbędnego dla prowadzenia tego typu działalności.”

Kiedy w takiej sytuacji rozpoczyna się bieg przedawnienia?

Sprawą zajął się Sąd Najwyższy (postanowienie Sądu Najwyższego – Izba Karna z dnia 29 czerwca 2010 r. , sygn. akt: I KZP 7/2010), który – choć odmówił podjęcia uchwały odpowiadającej na to pytanie – w uzasadnieniu swego postanowienia stwierdził, że chwilą popełnienia przestępstwa określonego w art. 212 § 2 k.k., polegającego na umieszczeniu w sieci Internet treści o charakterze zniesławiającym, jest chwila dokonania danego wpisu, a nie jego usunięcia.

Jednocześnie Sąd postawił znak równości pomiędzy publikacją prasową a publikacją w Internecie. Także bowiem w wypadku publikacji w gazecie ustawa nie uznaje za bezprawny stanu wynikającego z powszechnej dostępności gazet, w tym ich egzemplarzy archiwalnych. Gdyby zająć odmienne stanowisko – zdaniem Sądu – również w tym ostatnim wypadku konieczne byłoby przyjęcie, że sprawca dopuszcza się zamachu na dobra zniesławianego aż do chwili zniknięcia z bibliotek ostatniego egzemplarza gazety, w której wydrukowano pomówienie.

Sąd Najwyższy nie podzielił zapatrywania wyrażonego przez M. Sowę w artykule „Odpowiedzialność karna sprawców przestępstw internetowych” (Prokuratura i Prawo 2002/4 str. 62), który stwierdził, że w przypadku przestępstw internetowych polegających na prezentowaniu treści zakazanych przez prawo, stan bezprawności utrzymuje się przez cały okres, w którym strona WWW zawiera taką treść. Autor ten – cytowany przez pokrzywdzonego – na poparcie swojego stanowiska użył argumentu, że w odróżnieniu od publikacji prasowych, autor wpisu internetowego ma nieograniczoną możliwość jego zmiany lub usunięcia. Ta (niewystarczająca, zdaniem Sądu Najwyższego) okoliczność również moim zdaniem przesądza o odmiennym charakterze zniesławienia popełnionego przez Internet. Opisana sprawa potwierdza bowiem, że wpis po interwencji u administratora portalu można usunąć – inicjatywę taką może wykazać również autor wpisu, zależne od swojej woli. Brak takiej inicjatywy wskazuje na „niezbędny, stabilny akt woli sprawcy”.

Z orzeczeniami Sądu Najwyższego można się nie zgadzać, nie da się jednak bagatelizować ich roli w orzecznictwie sądów powszechnych. Stąd też przedsiębiorca dbający o swe dobre imię i renomę swej firmy powinien na bieżąco monitorować sieć w celu wyłapania ewentualnych znieważających go wpisów. Na podjęcie kroków prawnych (złożenie prywatnego aktu oskarżenia) ma on bowiem jedynie rok i to od zamieszczenia oszczerczego wpisu w Internecie. Jego działania podjęte w późniejszym terminie pozostaną bezskuteczne (postępowanie zostanie umorzone).

Jeśli chcesz być na bieżąco z tym co piszę na blogu, zapisz się do biuletynu informacyjnego „Prawa dla przedsiębiorczych”. Dla przedsiębiorcy to ważna sprawa!

Pozdrawiam,

AKN

 

Obraz:http://www.flickr.com/photos/24215821@N04/2316815883/

Pismo z sądu? I co dalej? Cz. II

list polecony z sądu

Ostatnio zajmowałam się bardzo ważną – choć bagatelizowaną – tematyką, a mianowicie: „co począć z otrzymanym z sądu pismem?” Choć sprawa wydaje się bardzo łatwa, a wręcz błaha, wciąż spotykam wiele osób, które nie poświeciły jej wystarczająco uwagi, co doprowadziło nawet do przegrania (prostej z pozoru) sprawy sądowej.

Wróćmy więc jeszcze raz do konieczności dokładnego przeczytania pisma otrzymanego z sądu, czego – jak się okazuje – wiele osób nie robi. Pismo trzeba przeczytać i zrozumieć. Jeśli pisma nie rozumiemy, umawiamy się z prawnikiem, a jeśli pismo rozumiemy, ale i tak nie wiemy, co dalej z nim zrobić, to … też umawiamy się z prawnikiem. Proszę mi wierzyć ta inwestycja się zwróci.

Jeśli natomiast jesteśmy w stanie samodzielnie odpowiedzieć na przesłaną korespondencję (co też radzę skonsultować z prawnikiem), to zabierzmy się za to bez zbędnej zwłoki. Może się bowiem okazać, że odpowiedź będzie od nas wymagała zdobycia dodatkowych dokumentów, ustalenia adresów, sprawdzenia danych, odszukania świadków. W ostatni dzień przed terminem może to się okazać niemożliwe, szczególnie utrudnione lub bardzo kosztowne.

Przypominam również o wysłaniu odpowiedzi na pismo sądowe nie późnej niż w ostatni dzień wyliczonego terminu. Wysłanie pisma po czasie, gdy nie ma po temu naprawdę dobrego i w dodatku co najmniej uprawdopodobnionego powodu, skończy się zwrotem lub odrzuceniem naszego listu, co może nawet oznaczać przegranie sprawy.

Częstym pismem otrzymywanym przez strony lub uczestników postępowań jest wezwanie do usunięcia braków wcześniej złożonych pism procesowych. I tak, sąd może nas wezwać do uiszczenia opłaty sądowej, dosłania załączników, udzielenia konkretnych informacji, określenia wartości przedmiotu sporu lub podania dokładnych adresów. Żądanie takie należy bezwzględnie wykonać w zakreślonym terminie. Nawet jeśli wydaje nam się (a nawet gdy jesteśmy przekonani), że daną informację zawarliśmy w poprzedniej korespondencji, nie możemy jej pominąć w odpowiedzi na wezwanie – należy ją podać ponownie (można oczywiście wskazać jednocześnie, kiedy i jak informację przekazano sądowi wcześniej, ale i tak zalecam jej powtórzenie).

Podobnie jest w sytuacji, gdy to sądowi zapodziały się nasze dokumenty. Można wskazać, że zostały one już załączone do pisma z dnia takiego a takiego, lecz w związku z otrzymanym wezwaniem należy je przedłożyć ponownie, chociaż w kopiach (tak mówi doświadczenie).

Nie należy nigdy zakładać, że sąd sam sobie coś znajdzie lub się czegoś domyśli – tak bowiem nie będzie. W sprawach sądowych (na razie oprócz spraw karnych, choć i tutaj to raczej teoria) jesteśmy kowalem własnego losu i jeśli sami o siebie nie zadbamy, nikt inny tego nie zrobi.

Gdy nasze pismo jest już gotowe (napisane i własnoręcznie podpisane), a konieczne załączniki (dokumenty, wykazy, decyzje administracyjne, pokwitowania, umowy, itd.) są skompletowane, możemy przystąpić do wysyłania korespondencji. Należy przy tym pamiętać, że do koperty należy włożyć tyle egzemplarzy pisma i załączników, ile jest stron (uczestników) postępowania, plus koniecznie jeden dla sądu. Ponadto szykujemy jeszcze jeden identyczny pakiet dla siebie – to, co zostaje u nas, musi wyglądać dokładnie tak samo, jak to, co wysyłamy do sądu. Musi więc obejmować zarówno pismo, jak i wszystkie załączniki, najlepiej w tej samej kolejności. Ten dodatkowy egzemplarz zostawiamy sobie „na pamiątkę” i przypinamy do niego zszywaczem dowód nadania listu poleconego, którym wysłano pismo do sądu. Tylko w ten sposób będziemy mieli dowód, że list rzeczywiście wysłaliśmy i kiedy to zrobiliśmy.

Jeśli tak jak ja, uważasz, ze to ważne informacje, podziel się nimi ze swoimi znajomymi. Te małe kółeczka na dole są bardzo pomocne :)

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/23279871@N04/8034450098/

Pismo z sądu! I co dalej?

co zrobić z listem z sądu?

W mojej pracy wielokrotnie spotykałam się z osobami obrotnymi, zaradnymi i przebojowymi, które po otrzymaniu pisma sądowego, wezwania, zawiadomienia lub innego pisma z sądu, stawały się bezradne i zahukane niczym uczniak w pierwszy dzień szkoły. W konsekwencji osoby te – pełne obaw – nie podejmowały koniecznych w takiej sytuacji czynności i do sprawy wracały w ostatniej chwili lub w ogóle zbyt późno. Nie wolno popełniać tego błędu!

Co zatem należy zrobić po otrzymaniu pisma sądowego, aby nie napytać sobie biedy? Trzeba zacząć od kilku prostych czynności.

Po pierwsze, natychmiast po odebraniu listu na poczcie lub od listonosza, należy na nim napisać datę jego odebrania. Data ta jest kluczowa dla obliczania wszystkich sądowych terminów, jednak nie wyczytamy jej z listu ani z koperty (nie chodzi bowiem o datę sporządzenia pisma ani datę stempla pocztowego, lecz właśnie o moment pokwitowania przez nas odbioru przesyłki). Wiele razy moi klienci zapytani przeze mnie o datę odbioru listu, gimnastykowali się nad przypomnieniem sobie daty jego doręczenia (dwa dni temu?, po powrocie żony z Krakowa?, w czasie wizyty mojego brata?, w czasie kolacji z okazji rocznicy ślubu? gdy na obiad była ogórkowa?).

Piszę o tym, gdyż pismo zwykle zawiera termin, w którym należy się do niego ustosunkować liczony od dnia odebrania korespondencji. Często – gdy nasza odpowiedź zostanie wysłana zbyt późno – będzie się to wiązało z negatywnymi konsekwencjami, czasem nawet z natychmiastową przegraną sporu sądowego (bez względu na to, że mamy na 100% rację, a nasze żądania są całkowicie słuszne). Chcąc tego uniknąć w sytuacji, gdy mój klient nie jest w stanie określić daty początkowej z całą pewnością, zakładam, że odebrał korespondencję wcześniej i w związku z tym należy na nią odpowiednio wcześniej odpowiedzieć i wtedy … kasuję za „ekspres”.

A więc powtarzam – zaraz po odebraniu listu piszemy na nim aktualną datę!

Po drugie, niczego nie wyrzucamy – ani koperty, ani listu, ani załączników, nawet jeśli się powtarzają lub są niekompletne. Wszystko jest ważne, gdyż z samego listu może wcale nie wynikać, kto jest jego nadawcą, a będzie to wiadome dopiero w połączeniu z kopertą. Całość dokumentów należy razem spiąć zszywaczem – najlepiej w takiej kolejności, w jaki były włożone do koperty – i zachować.

Po trzecie, dokładnie czytamy treść pisma. Proszę się nie śmiać! Spotkałam wiele osób, które nie zadały sobie tego trudu z różnych przyczyn, np. uznały, że i tak nie zrozumieją; dostały wcześniej coś podobnego i przyjęły, że to wszystko to samo; założyły, że skoro dług spłaciły w zeszłym tygodniu, to nie ma potrzeby zawracać sobie głowy pismem w tej sprawie, które przyszło dziś; itp. Żaden z tych powodów nie zwalnia nas z obowiązku dokładnego przeczytania otrzymanej korespondencji sądowej, nawet – jeśli zajdzie taka potrzeba, aby wszystko mniej więcej zrozumieć  – kilka razy. Proszę pamiętać: aby cokolwiek zrobić dalej z otrzymaną korespondencją, muszą Państwo wiedzieć, co w niej napisano!

Po czwarte, zaraz po przeczytaniu wpisujemy w kalendarzu (lub w innym miejscu, dzięki któremu tego nie zapomnimy) termin, jaki sąd nam dał na odpowiedź na otrzymane pismo i terminu tego dochowujemy. Zwykle jest to 7 lub 14 dni, które liczymy od dnia doręczenia korespondencji (jednak nie uwzględniając tego dnia – jeśli pismo pokwitowałam w środę, to jako pierwszy dzień policzę czwartek). Po wyliczeniu ostatecznego terminu, musimy pamiętać, że najpóźniej w tym dniu do północy list musi być złożony we właściwym sądzie lub nadany listem poleconym na właściwy adres. Proszę nie kierować się – logicznym bądź co bądź – rozumowaniem, że jeśli dziś nadam list polecony to dojdzie on później niż gdybym jutro zaniósł pismo bezpośrednio do sądu, więc lepiej załatwię to jutro z samego rana. Jutro z samego rana będzie za późno! W tej sytuacji zazwyczaj nie liczy się data dotarcia naszego pisma do sądu, lecz data jego „wyjścia” z naszych rąk.

Dopełnienie tych prostych czynności pozwoli nam podjąć dalsze skuteczne działania przed sądem. Dzięki zachowaniu tych kilku wymogów, nie spalimy się jeszcze w blokach startowych, nie odbierzemy sobie szansy na wygraną przed sądem.

A tak na marginesie, zapisałeś się już do biuletynu informacyjnego bloga? To pędzikiem! :)

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/93755244@N00/3248317574/