Wiosenne porządki: przedawnienie

przedawnienie

W ramach wiosennych porządków zajęliśmy się już takimi sprawami Twojej firmy jak:

podatki,

nieruchomości,

reklamacje,

abonamenty.

Czas najwyższy zająć się windykacją należności. Mam nadzieję, że – za moją namową – na bieżąco monitorujesz należne Ci, a niezapłacone kwoty.

Jeśli jednak nie, to czas uaktualnić swoją wiedzę na temat tego, ile kto jest Ci winien. I – co szczególnie ważne – kiedy te należności się przedawniają.

O samym przedawnieniu możesz przeczytać tutaj.

A zadanie na dziś:

Przejrzyj niezapłacone faktury oraz niezafakturowane należności, które nie zostały zapłacone.

Kiedy minął ich termin wymagalności (czyli kiedy miały być zapłacone)?

Jakiego rodzaju są to należności? Jaki jest ich termin przedawnienia?

Jakie dokumenty będą Ci potrzebne, żeby dochodzić tych należności?

Czy wysłano do dłużników wezwania do zapłaty?

Jak to wszystko ustalisz, podziel się tym wpisem z innymi Przedsiębiorczymi.

A potem wpisz do kalendarza, kiedy zajmiesz się tymi sprawami, albo od razu leć do prawnika!

Skuteczne sposoby na opornego dłużnika

Pozdrawiam i życzę owocnych porządków,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/23860925@N02/3032221798

Skąd wziąć adres zamieszkania przedsiębiorcy?

adres zamieszkania przedsiębiorcy

Nawet jeśli Ciebie osobiście to nie interesuje, to w razie sporu sąd może Cię o to zapytać.

Warto zatem zawczasu pomyśleć, skąd takiej informacji zasięgnąć.

Otóż, jak już kilka razy pisałam warto już na etapie zawierania umowy sprawdzić dokładnie dane jednoosobowego przedsiębiorcy i zawrzeć je w „główce” umowy. Potem można sobie po prostu rach-ciach sprawdzić.

No ale wiadomo, jak to jest… Czasem adresu zamieszkania (bo takiego będzie od nas wymagał sąd) nie zapiszemy w natłoku innych adresów i danych.

I co wtedy?

Otóż, wówczas zanim skierujemy sprawę do sądu, warto wysłać na znany nam adres przedsiębiorcy przedsądowe wezwanie do zapłaty. Adresat może nam wtedy odpowie podając swoje aktualne namiary.

Innym rozwiązaniem jest złożenie wniosku o udostępnienie danych z ewidencji ludności na podstawie art. 44h ust. 2 pkt 1 ustawy z 10.4.1974 r. o ewidencji ludności i dowodach osobistych. Ponieważ wydanie takiego zaświadczenia może trwać 7 dni (plus poczta), to lepiej tą akcję przeprowadzić, zanim złożymy pozew, i nie czekać na wezwanie sądu w tej kwestii. Nie zapomnij we wniosku wyjaśnić, że adres ten jest Ci potrzebny do prowadzenia postępowania sądowego (czyli że masz interes prawny w uzyskaniu tych informacji).

Ostatecznie, możemy też podać jeden z adresów ujawnionych w CEIDG i trzymać kciuki, że pozwany osobiście odbierze tam korespondencję i skutecznie wda się w spór.

Tak czy inaczej, zanim wystąpisz z powództwem do sądu skonsultuj się z adwokatem, jak powinieneś sformułować swoje żądania i jakie dowody powinieneś przedstawić. Obecnie przepisy procesowe są wobec powodów bardziej restrykcyjne i stawiają im wysokie wymagania. Jeśli im nie sprostasz, musisz liczyć się nawet z przegraną.

A teraz zapisz się do biuletynu informacyjnego bloga (po prawej stronie ekranu). Dzięki temu będziesz na bieżąco z ważnymi informacjami dotyczącymi prowadzenia małej i średniej firmy.

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/22280677@N07/3233330696/

Jak przerwać bieg przedawnienia?

e-sąd przerywa bieg przedawnienia

Temat przedawnienia to ważna sprawa!

Termin przedawnienia waszych roszczeń powinniście wpisywać do kalendarza tak samo jak ważne spotkania – na czerwono. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą wysokie kwoty.

Właśnie dlatego na temat przedawnienia pisałam już kilkakrotnie (na przykład tutaj tutaj).

A dlaczego do tego wracam?

Otóż, tydzień temu Sąd Najwyższy wydając uchwałę w sprawie o sygn. akt: III CZP 66/13, otworzył wierzycielom, którzy nieco się zagapili, kolejną furtkę, dzięki której bieg przedawnienia ich roszczeń ulegnie przerwaniu (i w związku z tym będzie leciał od początku).

Zgodnie bowiem z tą uchwał, wytoczenie powództwa w elektronicznym postępowaniu upominawczym zakończonym następnie umorzeniem tego postępowania na podstawie art. 505[37] § 1 zd. 2 k.p.c. przerywa bieg terminu przedawnienia.

Dotyczy to sytuacji, gdy wierzyciel/powód nie uzupełni pozwu po tym, jak dłużnik/pozwany wniesie sprzeciw od wydanego w postępowaniu elektronicznym nakazu zapłaty.

Biorąc pod uwagę, że:

  • składając pozew do e-sądu uiszczamy niższą opłatę,
  • nie musimy przedstawiać wszystkich dowodów,
  • a e-sąd wykorzystywany jest głównie przez przedsiębiorców do dochodzenia ich należności wobec spóźnialskich klientów

– uchwała Sądu Najwyższego zdecydowanie zasługuje na odnotowanie na stronach tego bloga. :)

Dlatego zadanie domowe na dziś to dokładna kontrola terminów waszych należności. Sprawdź koniecznie, czy coś się nie przedawnia, a jeśli termin jest już bliski, to łap wszystkie dokumenty i pędź do adwokata.

Skuteczne sposoby na opornego dłużnika

No dobra, może najpierw zadzwoń się umówić… :)

Pozdrawiam,

AKN

Solidarna odpowiedzialność inwestora i wykonawcy wobec podwykonawcy – komu to wychodzi na zdrowie?

odpowiedzialność inwestora wobec podwykonawcy

W piątek przed południem wydarzyło się w moim życiu coś, co zdarza się ostatnio bardzo rzadko.

Mianowicie zasiadłam przy biurku z filiżanką kawy i… gazetą.

Tak, tak, nie z komputerem, tabletem, smartfonem, czy innym cudem techniki, lecz z papierową gazetą „Dziennik Gazeta Prawna”.

Taką szeleszczącą i brudzącą ręce. Muszę przyznać, że było to bardzo miłe uczucie, takie… vintage.

Ale do rzeczy.

W piątkowym wydaniu znalazłam artykuł adwokata, prof. UAM dr hab. Macieja Gutowskiego, w którym stwierdził on, że gdyby mógł zmienić jeden przepis, to byłby to art. 647[1] par. 5 kodeksu cywilnego, który ustanawia solidarną odpowiedzialność inwestora i wykonawcy za zapłatę wynagrodzenia za roboty budowlane wykonane przez podwykonawcę.

Zdaniem autora, ustawodawca niesłusznie wzmocnił pozycję prawną jednej  strony, jaką jest wykonawca (podwykonawca), i osłabił tym samym pozycję inwestora. Inwestor stał się na mocy tego przepisu zobowiązany wobec podmiotu, z którym nie zawarł żadnej umowy, nad którym nie ma kontroli i na którego wybór nie miał wpływu.

Zgadzam się z mecenasem Gutowskim, że przepis ten jest niepotrzebnym odstępstwem od zasad rządzących zobowiązaniami, choć z nieco innego powodu, o czym pisałam już w jednym z moich poprzednich wpisów na temat umowy o roboty budowlane.

Otóż, w przeciwieństwie do autora artykułu, który twierdzi, że przepis ten służy zbytnio (pod)wykonawcom, ja uważam, że – wbrew intencji ustawodawcy – odpowiedzialność inwestora wobec podwykonawcy nie służy on nikomu.

Dlaczego?

Bo przepis ten w praktyce wprowadza wiele zamieszania odnośnie tego, kto, komu i ile ma zapłacić za wykonane roboty budowlane. Dochodzi nawet do tego, że inwestor – w przypadku jakichkolwiek sporów – boi się, że zapłaci całość generalnemu wykonawcy, a potem będzie musiał zapłacić jeszcze jego podwykonawcom i w ogóle wstrzymuje przelewy, przez co cierpią – paradoksalnie – właśnie podwykonawcy, którym generalny wykonawca nie ma z czego zapłacić.

W powołanym przeze mnie artykule prasowym trafnie zwrócono uwagę, że krytykowany przepis nie dotyczy tylko budowy autostrad, lecz również domków jednorodzinnych, a zatem potencjalnie nas wszystkich, a nie tylko wielkich koncernów i rządu. Solidarna odpowiedzialność inwestora i generalnego wykonawcy wobec podwykonawców może się zatem odbić czkawką każdemu – każdej stronie całego procesu budowy inwestycji, a nawet… inwestycyjki…

Artykuł art. 647[1] par. 5 k.c. jest dowodem na to, że doraźne awantury, protesty czy bieżące kryzysy nie są dobrą inspiracją do tworzenia prawa. Takie przepisy to czasem większy problem niż wydarzenia, które wpłynęły na ich wprowadzenie.

Pozdrawiam,

AKN

PS. Jeśli i Twoja firma wpadła w pułapkę solidarnej odpowiedzialności inwestora i generalnego wykonawcy wobec podwykonawcy (niezależnie od tego, którym z nich jest), koniecznie skontaktuj się z prawnikiem, żeby dowiedzieć się, jak się z tego zamieszania wydostać bez strat.

O swoje prawa musisz walczyć sam!

biuletyn bloga Prawo dla przedsiębiorczych

Czy zapisałeś/aś się już do biuletynu informacyjnego bloga „Prawo dla przedsiębiorczych”?

Pamiętaj, że możesz to zrobić po prawej stronie ekranu w żółtym okienku :)

Dzięki temu w swojej skrzynce e-mailowej znajdziesz informacje o:

  • nowych wpisach na blogu „Prawo dla przedsiębiorczych”
  • AKN Kancelarii Adwokackiej Agata Klima-Nowak
  • nowościach w przepisach i orzecznictwie
  • innych ważnych dla przedsiębiorców sprawach.

Dodatkowo zapisując się do biuletynu otrzymają Państwo bezpłatny poradnik „Jak założyć spółkę z o.o.?”

Dlaczego o tym piszę?

Otóż, w moim ostatnim biuletynie informowałam, że zamierzam się w najbliższym czasie dogłębnie zająć kwestią zawierania, negocjowania, przygotowywania umów przez przedsiębiorców.

Sprawa ta jest (przez małych i średnich) traktowana często po macoszemu, co może skutkować znacznymi stratami dla firmy. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi umowa z naprawdę dużym kontrahentem, zaprawionym w bojach i… cwanym.

Mali i średni przedsiębiorcy – mając już przed oczami zyski kolosalne jak sam ich klient – zapominają o szczegółach, w których – jak wiadomo – diabeł tkwi.

Nie twierdzę, że robienie interesów z dużymi jest niebezpieczne, bo „duzi tylko czekają, żeby małego wyrolować”. Twierdzę jedynie, że każdy powinien dbać o swój własny biznes – duży o duży biznes, a mały o mały biznes. Liczenie na to, że kontrahent zadba o to, żeby nam włos z głowy nie spadł, jest – mówiąc delikatnie – naiwnością.

SAM ZADBAJ O SWOJE SPRAWY.

Nie daj sobie wmówić, że „z dużym i tak nie wygram”, „na nic nie mam wpływu”, „to nie dla mnie”.

Nawet jeśli SAM nie umiesz – to udaj się do kogoś, kto umie – księgowej, adwokata, konsultanta biznesowego…

Pamiętaj jednak, że inicjatywa należy do Ciebie.

Do zobaczenia wkrótce,

AKN

Nieuczciwy konkurent – co mogę zrobić?

roszczenia związane z czynem nieuczciwej konkurencji

Piszę o czynach nieuczciwej konkurencji  już od jakiegoś czasu , bo sprawa ta – w trudnych czasach – wydaje mi się bardziej istotna.

Oczywiście to bardzo istotne, aby wiedzieć, czy inny przedsiębiorca nie działa na naszą szkodę lub czy przypadkiem my nie popełniamy czynu nieuczciwej konkurencji. Wszystkie takie czyny zostały zdefiniowane w art. 5-17d  ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Warto te przepisy choć raz przewertować. Zwłaszcza, że w sumie nie jest ich tak dużo…

Ale co zrobić, gdy nasze przedsiębiorstwo padnie ofiarą takiego czynu? Wkurzyć się, oczywiście.

A potem?

Otóż, ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji zawiera również przepis dotyczący właśnie tego, co może zrobić przedsiębiorca, którego interes został naruszony lub zagrożony przez działanie innego przedsiębiorcy. Mówi o tym art. 18 ustawy, który brzmi tak:

1. W razie dokonania czynu nieuczciwej konkurencji, przedsiębiorca, którego interes został zagrożony lub naruszony, może żądać:

1) zaniechania niedozwolonych działań,

2) usunięcia skutków niedozwolonych działań,

3) złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie,

4) naprawienia wyrządzonej szkody, na zasadach ogólnych,

5) wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści, na zasadach ogólnych,

6) zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej lub ochroną dziedzictwa narodowego – jeżeli czyn nieuczciwej konkurencji był zawiniony.

2. Sąd, na wniosek uprawnionego, może orzec również o wyrobach, ich opakowaniach, materiałach reklamowych i innych przedmiotach bezpośrednio związanych z popełnieniem czynu nieuczciwej konkurencji. W szczególności sąd może orzec ich zniszczenie lub zaliczenie na poczet odszkodowania.

Oznacza to, że przedsiębiorca może wystąpić z pozwem, w którym zażąda, aby sąd nakazał lub zakazał, lub zasądził to, o czym czytamy w tym przepisie. Należy jednak pamiętać, że już w pozwie musimy sprecyzować, co konkretnie sąd ma dla nas zrobić i – co bardzo istotne, ale czasami wcale nie takie łatwe do ustalenia – przeciwko komu wnosimy powództwo. Wybór roszczenia będzie zależał od konkretnej sytuacji – koniecznie należy się w tej sprawie skonsultować z prawnikiem!

W art. 18a ustawodawca trochę nam sprawę ułatwia, gdyż przenosi ciężar dowodu prawdziwości oznaczeń lub informacji umieszczanych na towarach albo ich opakowaniach lub wypowiedzi zawartych w reklamie z powoda na osobę, której zarzuca się czyn nieuczciwej konkurencji związany z wprowadzeniem w błąd. W pozostałym zakresie jednak – tak jak zwykle – udowodnienie wszelkich okoliczności, na które się przedsiębiorca-powód powołuje, obciąża właśnie jego.

Na dodatek z wystosowaniem pozwu nie można czekać w nieskończoność. Mamy na to trzy lata od naruszenia. To wbrew pozorom niewiele czasu.

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/dragondrop/3014844145/

Na co zwrócić uwagę zawierając umowę z zagranicznym kontrahentem? Sąd właściwy.

jaki sąd jest właściwy do rozpoznania sporu z zagranicznym kontrahentem?

Prawo właściwe, o którym już pisałam wcześniej, to bardzo istotna sprawa, jednak są też inne istotne kwestie, na które należy zwrócić uwagę zawierając umowę z zagranicznym kontrahentem.

Mianowicie, w umowach często zawiera się tzw. klauzulę prorogacyjną. Polega ona na tym, że strony umowy wskazują konkretny sąd, który w przyszłości, w razie jakiegokolwiek sporu będzie kompetentny do jego rozsądzenia. Klauzule takie zawiera się w umowach „krajowych” (np. że sądem właściwym będzie Sąd Rejonowy Szczecin-Prawobrzeże i Zachód w Szczecinie), a także – i wówczas ma to moim zdaniem szczególne znaczenie – w umowach z elementem zagranicznym (np. sądem właściwym jest sąd polski).

Dlaczego to ważne?

Otóż, czy ktoś z Państwa zna się na systemie sądowym w Norwegii? Czy ktoś z Państwa zna język norweski (to już pewnie więcej osób, ale raczej też nie tłumy)? Czy ktoś z Państwa zna norweską procedurę cywilną? Czy ktoś z Państwa chciałby wnosić opłatę sądową w norweskiej walucie i w dodatku w norweskiej wysokości? To wszystko są utrudnienia, które wynikają z właściwości zagranicznego sądu.

Nie twierdzę, że polski przedsiębiorca w ogóle nie powinien się zgadzać na właściwość sądu zagranicznego. Czasem taki jest warunek kontrahenta, a my – którym na zawarciu kontraktu szczególnie zależy – godzimy się na to. Godząc się jednak nie powinniśmy być ignorantami. Godzić się można, ale trzeba wiedzieć na co i liczyć się z konsekwencjami takiej zgody.

Wskazując w umowie sąd zagraniczny jako właściwy do rozpoznania naszej sprawy, musimy liczyć się z kosztem zagranicznego adwokata i tłumacza, z wysokością zagranicznych opłat sądowych, a także z trudnościami związanymi z ewentualnym dojazdem do sądu, uiszczaniem opłat (przelewy, różnice kursowe, itd.), barierami językowymi. Wszystko to po prostu trzeba wliczyć w ryzyko prowadzonej działalności. Żeby to ryzyko zmniejszyć, można przekonać klienta do wyboru sądu polskiego jako właściwego.

Tak czy inaczej, wskazując w umowie jakikolwiek sąd należy pamiętać, że:

  1. umowa dotycząca właściwości sądu musi być zawarta na piśmie lub chociaż zamieszczona w dokumencie podpisanym przez strony lub w wymienionych między nimi pismach lub oświadczeniach złożonych za pomocą środków porozumiewania się na odległość, które pozwalają utrwalić ich treść; warto zatem spisać stosowny dokument, ale o tym już Państwo wiedzą z moich wcześniejszych wpisów :)
  2. nie może dotyczyć spraw, co do których właściwy jest wyłącznie sąd polski lub wyłącznie sąd zagraniczny, np. spraw z udziałem konsumenta;
  3. w razie braku takiej klauzuli prorogacyjnej zastosowanie znajdą przepisy kodeksu postępowania cywilnego, w szczególności art. 1103 k.p.c., zgodnie z którym sprawy rozpoznawane w procesie należą do jurysdykcji krajowej (czyli są rozpoznawane przez polskie sądy), jeżeli pozwany (czyli ta strona, która „się broni”) ma miejsce zamieszkania lub miejsce zwykłego pobytu albo siedzibę w Rzeczypospolitej Polskiej.

Pamiętaj, że czytelnicy biuletynu informacyjnego bloga dostają wiele przydatnych informacji bezpośrednio do swojej skrzynki. Nie bądź gorszy i też się zapisz :)

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/daf_newport/528288996/

 

Czy muszę odebrać list polecony z sądu lub urzędu?

Pisałam już, co najlepiej zrobić, gdy otrzymamy pismo sądowe lub urzędowe. Pisałam też na przykład, że należy je przeczytać. Zapomniałam wspomnieć, że najpierw należy to pismo odebrać. To oczywiste? Czyżby?

List polecony z sądu – koniecznie odbierz!

Spotkałam wielu przedsiębiorców, którzy uznali, że najlepszym sposobem uniknięcia „kłopotów z sądem” (w szczególności uniknięcia zasądzenia od nich różnego rodzaju świadczeń) jest nieodbieranie listów poleconych kierowanych do nich przez sądy właśnie.

Nie jest to dobre rozwiązanie, a nawet jest to rozwiązanie bardzo złe – powodujące całą serię negatywnych konsekwencji i zbędnych kosztów. Przypomina to bowiem sytuację, gdy mały berbeć zakrywa oczy w przekonaniu, że dzięki temu go nie widać. To z pewnością urocze, gdy dotyczy dwulatka, ale dorosły człowiek powinien wiedzieć, że nawet jeśli nie zna treści pisma sądowego, nie znaczy to, że ta treść nie istnieje.

Należy pamiętać, że zgodnie z art. 133 § 2a k.p.c. (kodeksu postępowania cywilnego), pisma procesowe dla przedsiębiorców i wspólników spółek handlowych, wpisanych do rejestru sądowego, doręcza się na adres podany w rejestrze, chyba że strona wskazała inny adres dla doręczeń. Jeżeli ostatni wpisany adres został wykreślony jako niezgodny z rzeczywistym stanem rzeczy i nie zgłoszono wniosku o wpis nowego adresu, adres wykreślony jest uważany za adres podany w rejestrze. Ponadto strony postępowania i ich przedstawiciele mają obowiązek zawiadamiać sąd o każdej zmianie swego zamieszkania, zaś w razie zaniedbania tego obowiązku pismo sądowe pozostawia się w aktach sprawy ze skutkiem doręczenia (art. 136 § 1 k.p.c.)

Nieodebrany list polecony z powodu zmiany adresu – zły pomysł!

Złą wymówką jest zatem nieodbieranie listów poleconych z powodu zmiany adresu zamieszkania lub prowadzenia działalności. Takie niedoręczone adresatowi pismo sąd pozostawia bowiem w aktach sprawy i przyjmuje, że zostało doręczone, a potem kontynuuje postępowanie jak gdyby nigdy nic.

Podobnie jest w postępowaniu przed organami administracji, które działają na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego (k.p.a.). Zgodnie z art. 44 § 4 k.p.a., doręczenie uważa się za dokonane z upływem ostatniego dnia z dwutygodniowego okresu (tyle list czeka na poczcie), a pismo pozostawia się w aktach sprawy.

Również choroba nie jest powodem, aby nie otworzyć drzwi listonoszowi. W sprawie tej wypowiedział się nawet Sąd Najwyższy. W postanowieniu z 6 czerwca 2012 r. (sygn. akt: IV CZ 6/12) Sąd ten stwierdził, że choroba nie usprawiedliwia nieodebrania przesyłki z sądu, jeśli na zwolnieniu lekarskim figurowała adnotacja „chory może chodzić”.

Odmowa przyjęcia listu poleconego

Nie pomoże również odmowa przyjęcia przesyłki i poszczucie listonosza psem. Zgodnie bowiem z art. 47 § 1 k.p.a., jeżeli adresat odmawia przyjęcia pisma przesłanego mu przez pocztę lub inny organ, pismo zwraca się nadawcy z adnotacją o odmowie jego przyjęcia i datą odmowy. Pismo wraz z adnotacją włącza się do akt sprawy i uznaje się, że pismo zostało doręczone w dniu odmowy jego przyjęcia przez adresata.

Powyżej opisałam, dlaczego unikanie odbioru korespondencji urzędowej może okazać się nieskuteczne, ale koniecznie trzeba podkreślić, że jest to również niekorzystne dla samego adresata.

Walczyć (oczywiście na argumenty i dowody) można tylko posiadając wiedzę o tym, co się właściwie dzieje w sprawie, a wiedzę tę czerpie się właśnie z korespondencji sądowej (a także z akt sprawy i porady prawnej). Lepiej wiedzieć na bieżąco o wszystkim, co nas dotyczy, niż dowiedzieć się o tym dużo później od komornika. Może się bowiem okazać, że zostanie od nas zasądzone nienależne świadczenie, a my zwykle już niewiele będziemy mogli z tym zrobić, a jeżeli nawet coś da się zrobić, to będzie to trudniejsze i… droższe.

list polecony z sądu

Jeśli otrzymałeś pismo sądowe lub urzędowe i potrzebujesz pomocy, żeby na nie odpowiedzieć w terminie i uniknąć konsekwencji niewiedzy lub braku doświadczenia, napisz do mnie na lub umów się na konsultację online.

Pozdrawiam,

AKN

Pismo z sądu? I co dalej? Cz. II

list polecony z sądu

Ostatnio zajmowałam się bardzo ważną – choć bagatelizowaną – tematyką, a mianowicie: „co począć z otrzymanym z sądu pismem?” Choć sprawa wydaje się bardzo łatwa, a wręcz błaha, wciąż spotykam wiele osób, które nie poświeciły jej wystarczająco uwagi, co doprowadziło nawet do przegrania (prostej z pozoru) sprawy sądowej.

Wróćmy więc jeszcze raz do konieczności dokładnego przeczytania pisma otrzymanego z sądu, czego – jak się okazuje – wiele osób nie robi. Pismo trzeba przeczytać i zrozumieć. Jeśli pisma nie rozumiemy, umawiamy się z prawnikiem, a jeśli pismo rozumiemy, ale i tak nie wiemy, co dalej z nim zrobić, to … też umawiamy się z prawnikiem. Proszę mi wierzyć ta inwestycja się zwróci.

Jeśli natomiast jesteśmy w stanie samodzielnie odpowiedzieć na przesłaną korespondencję (co też radzę skonsultować z prawnikiem), to zabierzmy się za to bez zbędnej zwłoki. Może się bowiem okazać, że odpowiedź będzie od nas wymagała zdobycia dodatkowych dokumentów, ustalenia adresów, sprawdzenia danych, odszukania świadków. W ostatni dzień przed terminem może to się okazać niemożliwe, szczególnie utrudnione lub bardzo kosztowne.

Przypominam również o wysłaniu odpowiedzi na pismo sądowe nie późnej niż w ostatni dzień wyliczonego terminu. Wysłanie pisma po czasie, gdy nie ma po temu naprawdę dobrego i w dodatku co najmniej uprawdopodobnionego powodu, skończy się zwrotem lub odrzuceniem naszego listu, co może nawet oznaczać przegranie sprawy.

Częstym pismem otrzymywanym przez strony lub uczestników postępowań jest wezwanie do usunięcia braków wcześniej złożonych pism procesowych. I tak, sąd może nas wezwać do uiszczenia opłaty sądowej, dosłania załączników, udzielenia konkretnych informacji, określenia wartości przedmiotu sporu lub podania dokładnych adresów. Żądanie takie należy bezwzględnie wykonać w zakreślonym terminie. Nawet jeśli wydaje nam się (a nawet gdy jesteśmy przekonani), że daną informację zawarliśmy w poprzedniej korespondencji, nie możemy jej pominąć w odpowiedzi na wezwanie – należy ją podać ponownie (można oczywiście wskazać jednocześnie, kiedy i jak informację przekazano sądowi wcześniej, ale i tak zalecam jej powtórzenie).

Podobnie jest w sytuacji, gdy to sądowi zapodziały się nasze dokumenty. Można wskazać, że zostały one już załączone do pisma z dnia takiego a takiego, lecz w związku z otrzymanym wezwaniem należy je przedłożyć ponownie, chociaż w kopiach (tak mówi doświadczenie).

Nie należy nigdy zakładać, że sąd sam sobie coś znajdzie lub się czegoś domyśli – tak bowiem nie będzie. W sprawach sądowych (na razie oprócz spraw karnych, choć i tutaj to raczej teoria) jesteśmy kowalem własnego losu i jeśli sami o siebie nie zadbamy, nikt inny tego nie zrobi.

Gdy nasze pismo jest już gotowe (napisane i własnoręcznie podpisane), a konieczne załączniki (dokumenty, wykazy, decyzje administracyjne, pokwitowania, umowy, itd.) są skompletowane, możemy przystąpić do wysyłania korespondencji. Należy przy tym pamiętać, że do koperty należy włożyć tyle egzemplarzy pisma i załączników, ile jest stron (uczestników) postępowania, plus koniecznie jeden dla sądu. Ponadto szykujemy jeszcze jeden identyczny pakiet dla siebie – to, co zostaje u nas, musi wyglądać dokładnie tak samo, jak to, co wysyłamy do sądu. Musi więc obejmować zarówno pismo, jak i wszystkie załączniki, najlepiej w tej samej kolejności. Ten dodatkowy egzemplarz zostawiamy sobie „na pamiątkę” i przypinamy do niego zszywaczem dowód nadania listu poleconego, którym wysłano pismo do sądu. Tylko w ten sposób będziemy mieli dowód, że list rzeczywiście wysłaliśmy i kiedy to zrobiliśmy.

Jeśli tak jak ja, uważasz, ze to ważne informacje, podziel się nimi ze swoimi znajomymi. Te małe kółeczka na dole są bardzo pomocne :)

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/23279871@N04/8034450098/

Pismo z sądu! I co dalej?

co zrobić z listem z sądu?

W mojej pracy wielokrotnie spotykałam się z osobami obrotnymi, zaradnymi i przebojowymi, które po otrzymaniu pisma sądowego, wezwania, zawiadomienia lub innego pisma z sądu, stawały się bezradne i zahukane niczym uczniak w pierwszy dzień szkoły. W konsekwencji osoby te – pełne obaw – nie podejmowały koniecznych w takiej sytuacji czynności i do sprawy wracały w ostatniej chwili lub w ogóle zbyt późno. Nie wolno popełniać tego błędu!

Co zatem należy zrobić po otrzymaniu pisma sądowego, aby nie napytać sobie biedy? Trzeba zacząć od kilku prostych czynności.

Po pierwsze, natychmiast po odebraniu listu na poczcie lub od listonosza, należy na nim napisać datę jego odebrania. Data ta jest kluczowa dla obliczania wszystkich sądowych terminów, jednak nie wyczytamy jej z listu ani z koperty (nie chodzi bowiem o datę sporządzenia pisma ani datę stempla pocztowego, lecz właśnie o moment pokwitowania przez nas odbioru przesyłki). Wiele razy moi klienci zapytani przeze mnie o datę odbioru listu, gimnastykowali się nad przypomnieniem sobie daty jego doręczenia (dwa dni temu?, po powrocie żony z Krakowa?, w czasie wizyty mojego brata?, w czasie kolacji z okazji rocznicy ślubu? gdy na obiad była ogórkowa?).

Piszę o tym, gdyż pismo zwykle zawiera termin, w którym należy się do niego ustosunkować liczony od dnia odebrania korespondencji. Często – gdy nasza odpowiedź zostanie wysłana zbyt późno – będzie się to wiązało z negatywnymi konsekwencjami, czasem nawet z natychmiastową przegraną sporu sądowego (bez względu na to, że mamy na 100% rację, a nasze żądania są całkowicie słuszne). Chcąc tego uniknąć w sytuacji, gdy mój klient nie jest w stanie określić daty początkowej z całą pewnością, zakładam, że odebrał korespondencję wcześniej i w związku z tym należy na nią odpowiednio wcześniej odpowiedzieć i wtedy … kasuję za „ekspres”.

A więc powtarzam – zaraz po odebraniu listu piszemy na nim aktualną datę!

Po drugie, niczego nie wyrzucamy – ani koperty, ani listu, ani załączników, nawet jeśli się powtarzają lub są niekompletne. Wszystko jest ważne, gdyż z samego listu może wcale nie wynikać, kto jest jego nadawcą, a będzie to wiadome dopiero w połączeniu z kopertą. Całość dokumentów należy razem spiąć zszywaczem – najlepiej w takiej kolejności, w jaki były włożone do koperty – i zachować.

Po trzecie, dokładnie czytamy treść pisma. Proszę się nie śmiać! Spotkałam wiele osób, które nie zadały sobie tego trudu z różnych przyczyn, np. uznały, że i tak nie zrozumieją; dostały wcześniej coś podobnego i przyjęły, że to wszystko to samo; założyły, że skoro dług spłaciły w zeszłym tygodniu, to nie ma potrzeby zawracać sobie głowy pismem w tej sprawie, które przyszło dziś; itp. Żaden z tych powodów nie zwalnia nas z obowiązku dokładnego przeczytania otrzymanej korespondencji sądowej, nawet – jeśli zajdzie taka potrzeba, aby wszystko mniej więcej zrozumieć  – kilka razy. Proszę pamiętać: aby cokolwiek zrobić dalej z otrzymaną korespondencją, muszą Państwo wiedzieć, co w niej napisano!

Po czwarte, zaraz po przeczytaniu wpisujemy w kalendarzu (lub w innym miejscu, dzięki któremu tego nie zapomnimy) termin, jaki sąd nam dał na odpowiedź na otrzymane pismo i terminu tego dochowujemy. Zwykle jest to 7 lub 14 dni, które liczymy od dnia doręczenia korespondencji (jednak nie uwzględniając tego dnia – jeśli pismo pokwitowałam w środę, to jako pierwszy dzień policzę czwartek). Po wyliczeniu ostatecznego terminu, musimy pamiętać, że najpóźniej w tym dniu do północy list musi być złożony we właściwym sądzie lub nadany listem poleconym na właściwy adres. Proszę nie kierować się – logicznym bądź co bądź – rozumowaniem, że jeśli dziś nadam list polecony to dojdzie on później niż gdybym jutro zaniósł pismo bezpośrednio do sądu, więc lepiej załatwię to jutro z samego rana. Jutro z samego rana będzie za późno! W tej sytuacji zazwyczaj nie liczy się data dotarcia naszego pisma do sądu, lecz data jego „wyjścia” z naszych rąk.

Dopełnienie tych prostych czynności pozwoli nam podjąć dalsze skuteczne działania przed sądem. Dzięki zachowaniu tych kilku wymogów, nie spalimy się jeszcze w blokach startowych, nie odbierzemy sobie szansy na wygraną przed sądem.

A tak na marginesie, zapisałeś się już do biuletynu informacyjnego bloga? To pędzikiem! :)

Pozdrawiam,

AKN

Obraz: http://www.flickr.com/photos/93755244@N00/3248317574/